Odpowiedź Novae Res na sprawę Post Meridiem

W sprawie blogerki, która na prośbę wydawcy usunęła ze swego bloga recenzję książki, rozmawiamy z Dorotą Konkel, sekretarz redakcji wydawnictwa Novae Res.

dkBooknews: Zacznijmy od kwestii ogólnej. Jak najlepiej odpowiadać na krytykę? Pytam zarówno o reakcję skrytykowanego autora, czy też wydawnictwa.

Dorota Konkel: Krytyka, w tym ta najbliższa książkom, czyli literacka jest nieodłączną częścią literatury i najczęściej nie trzeba na nią w ogóle odpowiadać. Jednak krytyka literacka jako działalność intelektualna polegająca na dyskusji, ocenianiu i interpretacji dzieł literackich i ogólnie literatury to jedno, a formułowanie na kanwie własnych spostrzeżeń opinii znacznie wykraczających poza ocenę dzieła literackiego to zupełnie co innego.

W informacji prasowej podała Pani, że Novae Res współpracuje ze 170 blogerami. Czy często dochodzi do nieporozumień?

Sytuacje, w których pojawiają się jakiekolwiek niejasności pomiędzy recenzentem a wydawnictwem liczyć można w promilach. Wychodzimy z założenia, że współpraca pomiędzy wydawcą a blogerem ma przebiegać w przyjaznej i partnerskiej formule, dzięki czemu rocznie ukazuje się blisko 800 recenzji naszych książek.

 

Przejdźmy zatem do sprawy, która zelektryzowała w ostatnim czasie blogerów. Post Meridiem. Czy był tam jakiś konflikt?

Moim zdaniem konflikt to zbyt mocne słowo. Blogerka wykroczyła poza ramy recenzji, formułując daleko posuniętą krytykę niezwiązaną tylko i wyłącznie z recenzowanym dziełem literackim, budując niezgodne z prawdą wnioski i dlatego została skierowana do niej prośba o usunięcie recenzji wraz ze szczegółowym uzasadnieniem.

I czy rzeczywiście wspomnieli Państwo o możliwych sankcjach karnych wobec blogerki?

Tak, na samym końcu obszernego maila, w którym wyjaśnialiśmy blogerce nasze stanowisko względem jej tekstu, wspomniałam o takiej ewentualności. Chciałabym jednak wyraźnie podkreślić, że jakiekolwiek działania na gruncie prawnym traktujemy jako ostateczność.  Wykorzystujemy je tylko i wyłącznie w sytuacji, jeżeli takie działanie pozostaje jedyną dostępną metodą obrony dobrego imienia Wydawnictwa i związanych z nim kilkuset Autorów. Powszechnie wiadomo – i my również zdajemy sobie z tego sprawę – że istnieje niepisane przyzwolenie internautów na totalnie wolną i anonimową krytykę wszystkich i wszystkiego w imię tzw. wolności słowa, natomiast uważamy, że wolność ta powinna mieć swoje granice tam, gdzie zaczyna się wolność i poczucie godności drugiej strony. Przekonał się o tym w nie tak dawnej głośnej aferze bloger Piotr Ogiński, który po wniesieniu przeciwko niemu pozwu ostatecznie zdecydował się przeprosić firmę Sokołów za swoje słowa krytyki pod adresem ich produktu. Gdyby firmy w takich sytuacjach zawsze godziły się na niczym nieograniczone hejtowanie, to byłoby biegunowo przeciwne do wolności słowa.

Wielu blogerów podkreśla, że książka to produkt, który otrzymują do zaopiniowania. Recenzują więc tak treść, jak i formę. Jak się Pani do tego odniesie?

Zgadzam się z tym. Można krytykować fabułę, wytykać potknięcia i błędy, swobodnie oceniać tekst oraz szatę graficzną i eksponować swoje subiektywne zdanie dotyczące książki. Jednak krytykując w sposób autorytarny na przykład projekt typograficzny trzeba mieć do tego odpowiednie kompetencje. Przede wszystkim zaś w mojej ocenie recenzujący powinien ograniczać się do tego, czym jest recenzja, a nie na podstawie swoich spostrzeżeń snuć daleko idące wnioski dotyczące współpracy autora z wydawnictwem czy intencji wydawnictwa względem autora. Do każdego naszego przedsięwzięcia podchodzimy w dobrej wierze, w tym również do współpracy z blogerami, która w moim założeniu nie powinna sprowadzać się do wylewania pomyj na wydawcę, nawet jeżeli w książce pojawią się niezamierzone usterki stylistyczne czy językowe. Wytknięcie błędów przez recenzenta jest bowiem czymś normalnym, ale biorące się z niego nadinterpretacje godzące w dobre imię współpracującego z nim partnera są nieetyczne. Zupełnie zaś na marginesie dodam, że książka, która była przedmiotem recenzji, właśnie przechodzi trzecią korektę.

Pojawiają się także głosy o tym, że jakiekolwiek restrykcje ze strony wydawców, co do treści recenzji, są ograniczaniem wolności słowa. Czy nie ma takiego zagrożenia?

Jeżeli Wydawca boi się opinii na temat książki, to po prostu nie powinien oddawać jej do recenzji. My nigdy nie ingerujemy w treść recenzji i w naszym ogromnym ich zbiorze zdarzają się również te niezwykle niepochlebne. Na tym polega wolność słowa, którą szanujemy i w tym zakresie nie jest ona w żaden sposób zagrożona czy ograniczana. Jednak wolność słowa to nie dowolność słowa, tak samo jak wolność ekspresji to nie dowolność ekspresji. W imię wolności słowa nie można np. kogoś obrażać lub komuś ubliżać, tak samo jak w imię wolności ekspresji nie wolno np. uderzyć drugiego człowieka, pomimo że można mieć na to ochotę. Należy o tym pamiętać.

Dziękuję za czas poświęcony na rozmowę.

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie całą książkową blogosferę.

Rozmawiał JJ

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!
  • http://wstawtytul.com/ Anna Kramarz

    Dobrze, że Novae Res oddelegowało panią Dorotę Konkel do rozmowy i dobrze, że Booknews przeprowadziło z nią wywiad. Kwestia konfliktu pomiędzy NR i Post Meridiem absolutnie nie powinna być zamieciona pod dywan, bo jest to spór dotyczący współpracy, co biorąc pod uwagę świeżość blogosfery jako takiej i podejmowania współpracy pomiędzy blogerem a firmą istotnie może kształtować przyszłe relacje na tej linii. Nadal jednak uważam, że NR zareagowało trochę jak nastolatek, któremu skrytykowano kolor sznurówek. Kto zechce – znajdzie w internecie recenzję Post Meridiem. Nie da się w niej znaleźć tego, co pani Dorota wskazuje jako „obrażanie czy formułowanie daleko posuniętej krytyki”. Czy kwestia typografii jest wyłączona spod oceny? Czy recenzent nie ma prawa powiedzieć, że ze względu na czcionkę trudno mu/jej się czytało tekst? Poza tym, na niekorzyść NR przemawia to, że jednak książka przechodzi trzecią (!) korektę. Czyli coś jednak było nie tak, nieprawdaż pani Doroto?

  • Olga Kowalska

    Z tej wypowiedzi wynikają dziwne, wykluczające się nawzajem rzeczy, bo niby „Można krytykować fabułę, wytykać potknięcia i błędy, swobodnie oceniać tekst oraz szatę graficzną i eksponować swoje subiektywne zdanie dotyczące książki.”, ale jednak nie można. Niby „recenzujący powinien ograniczać się do tego, czym jest recenzja”, a jednak gdy to robi, to nie tak jak ma to robić. Niby „Wytknięcie błędów przez recenzenta jest bowiem czymś normalnym”, a jednak nieetycznym. O co tu chodzi? Blogerka nikogo nie oczerniła, nie „GODZIŁA” w dobre imię wydawnictwa, nie zmieszała książki z błotem – co więcej w grzeczny, podpięty odpowiednimi odnośnikami sposób wykazała konkretne błędy, podkreślając kilka razy, jak bardzo podobała się jej sama powieść. Porównywanie NR do Sokołowa jest zupełnie nieadekwatne i w ogóle nie ma tej skali, nie mówiąc o śmieszności tamtej sprawy. Czy nie lepiej po prostu byłoby przyznać się do błędu? Tym bardziej, że „książka, która była przedmiotem recenzji, właśnie przechodzi trzecią korektę.”? Tzn. że jednak były błędy i tej korekty wymagała.

    • http://wstawtytul.com/ Anna Kramarz

      Doskonale wypunktowałaś absurdy i sprzeczności. Nic dodać, nic ująć.

    • http://postmeridiem1.blogspot.com/ Misha (z post meridiem)

      Bardzo dobrze powiedziane.

    • Justyna

      Popieram.
      Wydawnictwo powinno się wstydzić za błędy ortograficzne i przyznać do błędu. Koniec, kropka.

    • Michał Zemełka

      Tłumaczenia Doroty Konkel są tak absurdalne i wewnętrznie sprzeczne, że przychodzą mi do głowy tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji:
      1. Dorota Konkel miała gorszy dzień, kiedy udzielała tego wywiadu, albo…
      2. w tej sprawie jest jeszcze coś, jakaś relacja między autorem książki a wydawnictwem, w kontekście której recenzja ubodła wydawnictwo bardziej, niż mogłoby się wydawać, a jednocześnie o której z jakichś powodów pani Dorota nie chce / nie może powiedzieć wprost. Jednocześnie próbuje jakoś się wytłumaczyć i tak to wychodzi.
      Nie mam powodu podejrzewać Doroty Konkel o niedostatki w pracy umysłu, więc pozostaje powód 2.

      • http://wstawtytul.com/ Anna Kramarz

        A ja znowuż myślę, że ani jedno, ani drugie. Prawdopodobnie p. Dorota została oddelegowana do udzielania tego wywiadu i kontynuowania linii i przekonania wydawnictwa, że to ono ma słuszność. Gdyby nie było przyzwolenia „z góry” na tego rodzaju działania (patrz wysłanie przez p.Dorotę Konkel maila o skutkach prawnych), zapewne już dawno ukrócono by boczenie się ze strony NR. Szczególnie, że ilość krytyki rośnie, a nie maleje, ocena wydawnictwa na Facebooku spadła dramatycznie a blogerzy zamiast się zamknąć (i cieszyć z otrzymywanych książek) głośno solidaryzują się z Mishą.

    • http://www.napisztekst.pl Kuba Sosnowski

      A wystarczy tylko przeprosić za błędy. Uścisnąć rękę na zgodę i dalej kontynuować współpracę.

  • http://www.koobismo.com/ Koobismo

    No cóż, jeśli dla kogoś przykładem prawidłowych stosunków pomiędzy firmą a jej konsumentami i recenzentami jest przykład firmy Sokołów, to pozostaje tylko „pogratulować” – tak w cudzysłowiu, ironicznie. Pozwolę sobie przypomnieć, że wspomniana sprawa uważana jest powszechnie za przykład nadużycia ze strony podmiotu potężnego (Sokołów) w stosunku do recenzenta, za przykład bardzo brzydkiej etycznie sprawy (niezależnie od jej strony prawnej – która również była krytykowana przez ekspertów), w której potężna firma wykorzystując swoją przewagę materialną nastraszyła osobę zgłaszającą problemy z jej produktami i ironizującą odnośnie ich jakości. Osobę, która – dla jasności – występowała w obronie konsumentów! Czyli dokładnie w tej samej roli, w jakiej występowała znajdująca się w sercu tej sprawy blogerka.

    Chyba już tylko u nas firmomkorporacjomorganizacjomludziom wciąż się wydaje, że posiadają jakieś nadane przez Boga i bóstwa greckie prawo do „dobrego imienia” obejmujące całość ich działalności, w całkowitym oderwaniu od oferowanych przez nich usług i produktów. Że pod tym uniwersalnym parasolem kryje się również odporność na wszelką krytykę i komentarze.

    Tylko u nas – patrząc w skali Unii Europejskiej (nie wypowiadam się na temat wschodu gdyż nie mam związanego z nim doświadczenia) – spotykam się cały czas z absurdalnym podsumowywaniem w pełni uzasadnionych uwag recenzenckich jako „ataki” i „pomówienia”, tak jakby absurdy naszego życia politycznego ściekały i przenikały do świata, którego podstawowym zadaniem nie jest przecież kreacja marki, a usługiwanie klientom, wypełnianie ich potrzeb poprzez produkcję produktów lub udostępnianie usług!

    Tylko u nas wciąż pokutuje wizja firm, które ścigają się ze swymi klientami, byle tylko żaden z nich nie usłyszał czegoś złego, bo jeszcze, nie daj Boże, pomyśli sobie „coś nieprawidłowego”, skorzysta ze swojego prawa subiektywnej oceny przedstawionych informacji i nie sięgnie po dany produkt. Gdy firmy – małe i duże – na całym świecie wyciągają wnioski ze swoich wpadek i robią wszystko by naprawić błędy, u nas oczywiście wina jest po stronie tego, kto te błędy wyciągnął na światło dzienne. Jak dla mnie to absurd.

    Mam nadzieję, że dojdzie do nas wkrótce podmuch tego, co funkcjonuje już na Zachodzie – solidarności między internautami, blogerami, recenzentami i konsumentami, w której nie ma przyzwolenia na zastraszanie kogokolwiek sprawą prawną bo „wyciagnął on zbyt daleko idące wnioski” (czytaj: wyraził swoją opinię). Może już powoli dochodzi? Czas pokaże – ale z pewnością firmy, które nie potrafią na swoich klientów i recenzentów spojrzeć bardziej przyjaznym okiem, a w krytyce dojrzeć szansę na poprawę swoich niedociągnieć, będą miały z tym nielada problem. Osobiście proponowałbym poddać to, tak po ludzku, pod rozwagę.

    • http://www.koobismo.com/ Koobismo

      Dorzucam sobie update do komentarza, bo mogę. :P Jestem szczęśliwy, bo na blogach które przeglądam zaczynają się pojawiać o tym informacje. Przed chwilą: główny news na Zombie Samuraiu: http://www.zombiesamurai.pl/2014/06/novae-res/
      Łezka się w oku kręci. Naprzód, blogosfero. :,)

      • http://wstawtytul.com/ Anna Kramarz

        Pisał już o tym Remigiusz Mróz, pisała Olga z WielkiBuk.com, teraz dołączyła Agnieszka Tatera z Książkowa (która sama pracuje w wydawnictwie). Nie damy się zbyć takimi komentarzami i zagłuszyć głupimi wymówkami! :)

        • http://www.koobismo.com/ Koobismo

          Cieszy mnie szalenie, że natrafiło to na taki odzew – i zaczynam jeszcze bardziej doceniać naszą blogosferę, zdecydowanie bardziej aktywną niż w czasach gdy się po niej kręciłem. Jak napisałem też w komentarzu poniżej – mój pesymizm opierał się na dawniejszych doświadczeniach i okazał się, ku mej radości, absolutnie nieuprawniony.

          Ahoj, blogosfero. Zwyciężaj! :D

    • http://damy-rade.mylog.pl Aneczka

      Oj nie zgodziłabym się z teorią „zachód – dobry / polska – zaściankowa”. Najprawdopodobniej po prostu nie siedzisz w tych konfliktach by o nich wiedzieć. Chociażby sprawa sprzed kilku miesięcy (wybacz brak linków ale ich nie kolekcjonuje, można to wygooglować a ja już jestem na to zbyt zmęczona – 39 tydzień ciąży i choroba strasznie rozleniwiają) jak jedna amerykańska matka-blogerka zebrała kilkanaście tyś podpisów pod petycją by do gotowego dania mac&cheese które jest „tradycyjną potrawą podawaną i kochaną przez wszystkie dzieci” jedna z większych firm zaprzestała dodawać bardzo toksycznego żółtego barwnika któremu już dawno udowodniono działania kancerogenne i zamienili go na kurkumę tak jak to robi ta sama firma w Wielkiej Brytanii. Notkę i całą akcję przeprowadziła bardzo kulturalnie, z poszanowaniem drugiej strony, bez żadnych negatywnych komentarzy a jedynie w formie prośby (bardziej błagania), podpartej zdjęciami i opakowaniami z wielu krajów spoza USA. Zapytała tylko w czym amerykanie są gorsi że ich się truje a o europejczyków się dba. W odpowiedzi na całą akcję i na kilka ogromnych pudeł podpisanej petycji dostała coś w stylu „żrecie to od pokoleń i nie marudzicie więc skończ głupia krowo marudzić i wracaj do garów – to tradycyjny smak który nasi specjaliści uznali za jedyny słuszny a ty jesteś nikim więc nie waż się go podważać. Jeszcze raz otworzysz jadaczkę to ci ją zamknie sąd najwyższy bo mamy kasę więc to my rządzimy” (dosłownie – odpowiedź bardzo agresywna i naprawdę pojawiło się tam stwierdzenie „wracaj do kuchni”). Czytając zagraniczne blogi parentingowe i kulinarne bardzo często spotykam się z podobnymi akcjami gdzie kobiety (blogerki) skarżą się na współpracę z wielkimi firmami, jak są krytykowane za jakikolwiek przejaw negatywnej opinii i straszone sądami jeśli nie naprostują swojego myślenia

      Wracając do tematu. Jako córka korektorki starej daty, absolwentka szkoły poligraficznej uważam że mam kompetencję by powiedzieć że już sama czcionka bezszeryfowa JEST KATEGORYCZNYM BŁĘDEM w wydaniach innych niż tekst reklamowy czy artykuły w gazetach. Miałam na ten temat specjalnie poświęcone zajęcia w których wyjaśniano nam „mechanizm czytania” i dlaczego ona nie nadaje się do dłuższego tekstu ciągłego. Widać że pracownicy tego wydawnictwa nigdy nawet nie przeszli obok takiej szkoły no ale niestety nastały czasy w których by pracować jako poligraf wystarczy w CV napisać „znajomość worda – dostateczna”. Większość publikacji dla mnie jest niestrawna właśnie ze względu na jakość wydania (zboczenie zawodowe) a co najzabawniejsze najlepiej w Polsce wydawanymi książkami są „książeczki dla dzieci” (ale oczywiście nie te zalegające w koszach i pułkach marketów).

      A cała ta sprawa mam wrażenie że rozbiega się o zdanie „wydawnictwo zamiast pomóc autorowi się wybić – podcina mu skrzydła” – co jest jednak wnioskiem. Nie znaczy to oczywiście że zgadzam się z wydawnictwem ponieważ ich reakcja to kpina. Moja niespełna 4letnia córka lepiej znosi krytykę ale to chyba sprawa dla innej grupy specjalistów.

      • o.t

        Mnie nawet na studiach biotechnologicznych (!) uczyli o czcionkach szeryfowych i bezszeryfowych, więc dziwi mnie niedbalstwo wydawnictwa.

      • http://www.koobismo.com/ Koobismo

        Masz rację, za bardzo w tym na naszym podwórku nie siedzę – i jestem szalenie miło zaskoczony. Oniegdaj byłem świadkiem dwóch podobnych spraw (choć z zupełnie innej kategorii, niezwiązanej z literaturą) i obie zakończyły się, mimo mych prób tupania głośnego… niczym. Ciszą. Przemilczeniem. Nikt nie podłapał. Fakt, że było to już – jak pomyślę – kilka lat temu, stąd też mój początkowy pesymizm („Ech, pewnie nikt nie zauważy”), wzmacniany jeszcze pierwszymi komentarzami na jakie natrafiłem w tej sprawie („ale musiała im nagadać”, „no to pewnie poszła po bandzie”, etc. – skupiające się na znalezieniu powodu usunięcia, nie zaś absurdzie podobnej groźby). Zaznaczę jednak, że nawet wówczas nie chodziło mi o zaściankowość, a o fakt, że w mniej dobitnych sytuacjach (związanych ze środowiskiem gier komputerowych) widziałem jankesów na barykadach w przeciągu pięciu minut. Sam też na owych barykadach zresztą bywałem. :)

        Tak czy owak: przyznaję – z dziką radością – że mój pesymizm był nieuprawniony. Sprawa na wykopie, fruwa na fejsbukach, ludzie nie przyzwalają na taki syf. Cudnie, dobrze wiedzieć że tego typu praktyki trafiają na odpór. Pozdrawiam!

  • http://www.dabudubida.com/ Dada

    Przyznam, że nie bardzo rozumiem, jak niby można „nadinterpretować” błędy stylistyczne i ortograficzne.
    Cóż, zapewne zastanawianie się nad tym wykracza poza moje kompetencje.

  • http://www.gosiarella.pl/ Gosiarella

    Przez to, że recenzja już nie jest dostępna, ciężko odnieść się do słuszności decyzji wydawnictwa. Trochę mnie dziwi, że Pani Dorota podaje tutaj przykład konfliktu z Sokołowem, który nie zyskał na aferze z blogerem, a wręcz jego wizerunek ucierpiał. Moim skromnym zdaniem było to nieopłacalne posunięcie, a Piotrek tylko zyskał na popularności.

  • ksiazkowka

    „budując niezgodne z prawdą wnioski” – przecież blogerka zrobiła skany/zdjęcia tekstu w książce, na których widać rażące błędy, czarno na białym… Jak to niezgodne z prawdą??? Jak można się wypierać czegoś, co faktycznie ma miejsce? Nie rozumiem… Chyba że blogerka dostała egzemplarz przed redakcją i korektą – to nieco zmieniłoby postać rzeczy, ale chyba otrzymała już wersje ostateczną. Zgadza się?

    • http://postmeridiem1.blogspot.com/ Misha (z post meridiem)

      Tak, to była ostateczna wersja. ;)

    • http://mkczytuje.blogspot.com/ Marta Kor – MK

      I co najśmieszniejsze np. takiego Grey’a ludzie mieszają całkowicie z błotem, używają najgorszych z możliwych słów i nikt się nie czepia, a tu według mnie konstruktywna krytyka i co? nie za fajnie. Może jakby Misha dodała np. zdanie, że chociaż uważa, iż okładka nie pasuje to jest to kwestia gustu?? sama nie wiem, mam wrażenie jakby po prostu na nią padło…bo już nie raz czytałam ostrzejsze słowa o tym wydawnictwie na blogach…

  • http://postmeridiem1.blogspot.com/ Misha (z post meridiem)

    Powiem tak – wydawnictwo znosi krytykę dopóty, dopóki godzi w autora, a nie bezpośrednio w wydawnictwo. Nie zgodzę się ze stanowiskiem Pani Doroty i blogosfera też się z nim nie zgadza. Uzasadniłam swoje zdanie, a Pani nawet nie spróbowała dyskusji, od razu stosując groźbę i w niezbyt profesjonalny sposób po prostu zamknęła mi usta, podczas gdy błędy widać jak na dłoni.

  • Marta Włodarczyk

    Jakie kompetencje trzeba mieć, aby pozwolić sobie na wytknięcie rażących niedopatrzeń stylistycznych czy językowych? Jeśli przeciętniak bez takowych kompetencji potrafi dostrzec takie błędy, to co powiedzieć o odpowiedzialnych za to pracownikach wydawnictwa? To chyba jednak oni powinni przykładać większą uwagę do swojej pracy…

  • http://miye.eu/ Lila Leu

    Dajcie spokój. Jak zawsze – najlepiej doszukiwać się afery tam gdzie jej nie ma. Wydawnictwo postawiło sprawę dość jasno – nawet jeśli zrobiło to nieco zawile. Negatywnie pisać można o fabule, błędach stylistycznych, ortograficznych, literówkach itp. samym pomyśle czy też wydaniu książki. W sposób obraźliwy nie wyrażamy się natomiast o samej firmie jako takiej, o jej pracownikach oraz partnerach.

    • http://wstawtytul.com/ Anna Kramarz

      W ogóle dobrze nie wyrażać się obraźliwie. Nie wiem jednak, czy czytałaś recenzję, którą NR kazało usunąć. Naprawdę, pomimo bardzo krytycznego nastawienia do sprawy nie da się w niej znaleźć obraźliwego wyrażania się o firmie, pracownikach czy partnerach. Jeżeli nie czytałaś tej recenzji, to polecam poszukać w internetowym archiwum. Opinia Mishy dotyczyła dokładnie tego, co wypisałaś jako „możliwy przedmiot negatywnej oceny” :)

    • http://www.koobismo.com/ Koobismo

      Afera jak najbardziej jest – i to bardzo konkretna. I mam szczerą nadzieję, że zapadnie niektórym w pamięci – by tego typu zastraszanie się nie powtarzało, niezależnie od tego co nie znalazłoby się w blogowym poście (a dodajmy, że w tym nie znalazło się absolutnie nic zdrożnego czy obraźliwego).

  • Innowacje

    Hmm…

  • http://meskiepisanie.pl/ kel

    A Pani Dorota czytała w ogóle recenzję o której się wypowiada, czy tylko powtarza co jej kazali powiedzieć? Proszę bardzo: http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:TzVn6QkL2yEJ:postmeridiem1.blogspot.com/2014/05/pamietnik-diaba-adrian-bednarek.html+&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl

    Nie ma sensu bym powtarzał po innych wnioski z lektury recenzji i powyższego wywiadu, więc przytoczę tylko tekst, z którym całkowicie się zgadzam, a który chyba wyczerpuje temat: http://www.zombiesamurai.pl/2014/06/novae-res/

  • steveminion

    Książka z taką ilością rażących błędów powinna podlegać reklamacji jak każdy inny produkt nie nadający się do użytku…

    • o.t

      Autor też powinien „złożyć reklamację”, bo wydawnictwo zniechęca czytelników do jego czytania jego prac.

      • steveminion

        Pomijając kwestię nieudolnej (łagodnie mówiąc) korekty to kilka z tych błędów jest tak oczywistych, że będąc autorem spaliłbym się ze wstydu. Mamy drugą dekadę XXI wieku, edytory tekstu poprawiające błędy wynaleziono w ubiegłym :)

  • NoireIghaan

    Stanowisko wydawnictwa i pani sekretarz jest po prostu śmiechu warte.

  • annakolodynska

    Być może będę za to ścigana, ale odpowiedź wydawnictwa (czytaj: wywiad z panią sekretarz) jest żenujący. Rozumiem, że wydawnictwo oferując książkę do recenzji oczekuje tylko pochlebnego komentarza, a jakakolwiek krytyka jest ścigana, a bloger straszony sądem. Nie tędy droga! Bloger, czy czytelnik biorąc do ręki książkę, czy Pani Sekretarz się to podoba, czy też nie ocenia okładkę, natyka się na błędy i literówki i nagromadzenie tych ostatnich może mieć wpływ na ogólne wrażenie po przeczytaniu książki (nawet dla kogoś, kto się na zna na projektach typograficznych, łamaniu i obróbce zdjęć, ani nie skończył polonistyki o specjalności edytorskiej!). Swoją drogą uważam, że wywiad z panią Sekretarz jest kiepski. Osoba zadająca pytania robi to bardzo delikatnie, by przypadkiem nie urazić wydawnictwa. A gdzie jakaś dociekliwość? Dążenie do prawdy? Jestem zażenowana. Może warto było „przycisnąć” panią Sekretarz i spytać, czy oczekują tylko pochlebnych recenzji? Mam jeszcze dwa pytania: czy wywiad był przeprowadzany za pośrednictwem maila (pytania i mailem odpowiedź z wydawnictwa)? czy wydawnictwo autoryzowało wywiad?

    kolodynska.pl

  • http://www.okiemfleur.blogspot.com/ Fleur Nanapush

    Wstyd po prostu. Zamiast przeprosić za żenujące błędy ortograficzne w książce za 40 zeta, to jeszcze straszą dziewczynę sankcjami prawnymi? Bo ośmieliła się skomentować ISTNIEJĄCE błędy? Żenada, udostępniam znajomym do pośmiania się.

  • katharienne

    Czy przedstawiciele wydawnictwa mogliby wyjaśnić, jaką widzieli podstawę prawną dla jakiegokolwiek działania z ich strony? Bo to, szczerze mówiąc, śmieszy mnie najbardziej. Puste groźby, wynikające z pobieżnej, wręcz potocznej znajomości prawa, stoją w końcu za usunięciem przez blogerkę wpisu, znaczy się – podziałały. Ale osoba przeprowadzająca wywiad mówi o sankcjach karnych, państwo o dobrym imieniu wydawnictwa, czyli w końcu chcieli ją Państwo ścigać z 212 k.k. czy z przepisów o ochronie dóbr osobistych w k.c., czy…? Pytam bardzo poważnie – na jakiej podstawie chcieli się Państwo z bogerką sądzić? Czy tak tylko Państwo sobie gadali, no bo przecież wypada powiedzieć coś więcej niż: „Usuń, bo tak”?

    Blogerzy, zawsze pytajcie o podstawę prawną, serio. To nic nie kosztuje, a macie prawo wiedzieć, jak rzekomo łamiecie prawo.

    • http://murio.pl/ Kamil K. Łapiński

      „Takie sobie gadanie” nie podpada czasem pod groźbę? A już na pewno TERAZ blogerka może wystąpić do sądu o pomówienie ze strony wydawnictwa ;-) Bo NIC z tego, co tutaj (publicznie) napisano na jej temat nie jest prawdą. A jej imię jest szargane.

      • Minnie

        To musiałaby być groźba karalna, więc chyba nie :) A wydawnictwo też jej nie pomówiło – gdzie bowiem wydawnictwo z kolei poniżyło ją w opinii publicznej w sposób, który groził utratą zaufania? Można by się kłócić, że taka była konsekwencja wpisu blogerki, *ale* mamy też art. 213 k.k., który mówi, że nie ma przestępstwa, jeśli zarzut jest prawdziwy. W przypadku środków masowego przekazu nie ma przestępstwa, jeśli zarzut jest prawdziwy i służy ochronie interesu społecznego, co CZYNI BLOGERKA, ostrzegając czytelników przed zakupem wadliwego produktu. Chociaż ona nawet tego nie zrobiła, nie zachęcała do niekupowania książki, stwierdziła po prostu fakt. Nikt nie może być sądzony za mówienie prawdy…

        Natomiast blogerzy powinni na pewno uważać na ton, bo jeśli skrytykują coś w jakiś wyjątkowo chamski sposób, to można zacząć rozmkniniać te przepisy na ich niekorzyść. Ale to są jakieś bardzo skrajne przypadki.

        Taka jest moja opinia, ale nie jest prawnikiem, może się mylę :)

        • http://murio.pl/ Kamil K. Łapiński

          „Blogerka wykroczyła poza ramy recenzji, formułując daleko posuniętą krytykę niezwiązaną tylko i wyłącznie z recenzowanym dziełem literackim, budując niezgodne z prawdą wnioski i dlatego została skierowana do niej prośba o usunięcie recenzji wraz ze szczegółowym uzasadnieniem.” oraz „Jednak krytykując w sposób autorytarny na przykład projekt typograficzny trzeba mieć do tego odpowiednie kompetencje.”

          Czyli nie dość, że wciśnięto jej w usta słowa, których nie powiedziała (napisała), to jeszcze stwierdzono (publicznie), że jest osobą niekompetentną i autorytarną (czyli nadużywającą władzy). Jeżeli to nie jest podstawą do utraty zaufania (wśród jej czytelników), to co jest? :-)

          • Minnie

            Ale to już mógłbyś zajrzeć sam do tego artykułu, bo zaczynasz stosować Novae Res-owe zasady interpretacji prawa :D Całość brzmi tak: „Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania *potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności* (…)” Jeśli chcesz się kłócić, nawet w żartach, że stwierdzenie, że bloger nie zna się na typografii i stwierdza rzeczy w sposób autorytarny, powoduje utratę zaufania do blogera, które jest mu potrzebne do prowadzenia działalności blogera… To miłej zabawy :)

            To wyżej – to nie jest nic. To nie jest pomówienie, ale to nie jest też naruszenie dobrego imienia blogerki, bo wydawnictwo nie pisze, że blogerka jest głupia i śmierdzi jej z ust. To jest stwierdzenie bardzo mocno mijające się z prawdą. Poza tym całość ma wysoce abstrakcyjny charakter, więc nie ma kompletnie o czym mówić.

          • http://murio.pl/ Kamil K. Łapiński

            Ja nie stosuję interpretacji prawa, ja cytuję tekst. To Ty się zastanów kogo Ty bronisz, bo to blogerka jest tutaj osobą pomawianą ;-) Ona nie napisała nic personalnie, ani o wydawnictwie ani o konkretnych osobach. A tutaj wypowiadają się KONKRETNIE na jej temat, w sposób, który – w wyrafinowany sposób, ale jednak – obraża ją. Na prawdę nie widzisz, że robią dokładnie to o co chcieli ją posądzić? :-)

          • Minnie

            Czekaj, zastanawiam się, kogo bronię… No nie, jednak blogerki, wszystko się zgadza :) Bez urazy, ale gadanie rzeczy, które nie mają racji bytu, nikomu w niczym nigdy nie pomoże, a na pewno nikogo nie obroni. Mam wrażenie, że przestałeś patrzeć obiektywnie na tę sytuację i chcąc bronić blogerki, naginasz rzeczywistość i wyolbrzymiasz to, co wydawnictwo powiedziało.

            Blogerka skrytykowała korektę wydawnictwa – przepisy mówią wyraźnie, że pomówienie może odnosić się także do osób prawnych. Gdyby więc… Ale nie, oczywiście tutaj żadne pomówienie nie miało miejsca (ja nie wiem, czy nie podkreślam tego wystarczająco wyraźnie? To jest oczywiste i sama to powiedziałam – blogerka nie zrobiła nic złego, przepisy jej bronią i szkoda, że nie wiedziała, że prawo jest po jej stronie). Niemniej wydawnictwo też jej nie pomawia, ale z innych względów – według Twojej logiki, jeśli będziesz jeździł na rowerze, a ktoś powie, że nie, jeździsz na rolkach, to Cię obraża… Pisanie o przekraczaniu granic dozwolonej krytyki nie narusza niczyjego dobrego imienia, no proszę Cię :) Dalej, to, że osoba, z którą przeprowadzono wywiad, nie rozróżnia słów autorytarny i autorytatywny też nie jest podstawą do niczego i żaden sąd nie wziąłby na poważnie oczywistej pomyłki jako podstawy do stwierdzenia, że ktoś został obrażony.

            Chodzi mi o to, że wykazując absurd gróźb wydawnictwa nie można popadać w drugą skrajność i odpowiadać równie absurdalnymi groźbami… Nie, blogerka nie może pozwać wydawnictwa, tak samo jak wydawnictwo nie może pozwać blogerki i tyle. Wydawnictwo nie pomówiło blogerki, wydawnictwo interpretowało (błędnie) konsekwencje jej działania. I okej, mówi o niej konkretnie, ale pisząc o abstrakcyjnym wymiarze wywiadu miałam na myśli to, że mówi jednak o niej mało. To znaczy wywiad jest tak skonstruowany, że dotyczy raczej tych granic krytyki etc., a blogerki jakby mniej. Jest natomiast mnóstwo mowy-trawy teoretycznie w znaczeniu szerszym i uniwersalnym.

            Nie chcę, żeby to brzmiało jakoś napastliwie – mam nadzieję, że tak nie jest, ale przez Internet trudno wyczuć :)

          • http://murio.pl/ Kamil K. Łapiński

            Nie brzmi napastliwie, po prostu przeraża mnie porównanie „powiem, że jeździsz na rolkach, gdy jeździsz na rowerze” do „jesteś niekompetentny, nie masz kwalifikacji, więc się zamknij, a w ogóle to jesteś autorytarny – i napiszemy sobie o tym publicznie na blogu, bo a co!”. Celowo tu wyolbrzymiam, by pokazać, że jednak jakaś taka – mniej lub bardziej – ale jednak różnica jest.

            Jak jesteś nauczycielem i ktoś publicznie będzie mówił, że nie masz kwalifikacji, wiedzy i jesteś „be” OSOBĄ (tak, podkreślam, że są to uwagi OSOBISTE – chyba, że blogerka ma osobowość prawną, w co szczerze wątpię), to jest ok? Nie wpływa to na to, jak jesteś postrzegana? Dlaczego wg Ciebie ma to działać inaczej względem blogerki, gdzie jest to jej zawód (a niech będzie, że i hobby!), a cały tutaj artykuł ma na celu jej zdyskredytowanie?

            Na koniec – dlaczego uważasz, że słowo „autorytarny” zostało użyte błędnie? Moim zdaniem jego znaczenie pasuje do kontekstu i sugeruje, że blogerka nadużyła swoich uprawnień pisząc taką, a nie inną recenzję. Co jest oczywistą bzdurą, a na tyle mocne słowo nie powinno było w ogóle paść w kontekście drugiej osoby.

          • Minnie

            Porównanie do nauczyciela jest chytre, ale w przypadku większości blogerów nieadekwatne. Bo dla zdecydowanej większości, bycie blogerem to nie zawód, bo to (podkreślam, zwykle! wiem, że są blogerzy, którzy z tego żyją) nie jest sposób na utrzymanie się, wreszcie – od zaufania społeczeństwa do kompetencji takich blogerów-hobbystów nie zależy ich kariera, która ma przełożenie na warunki życia. Blogowanie to (znowu, w większości przypadków) hobby. Adekwatne byłoby takie porównanie, że ktoś mówi komuś, kto hobbystycznie uprawia jakiś sport, że jest niekompetentny. Albo powiedzenie tego komuś, kto hobbystycznie maluje, albo ocenia obrazy innych, albo jakieś wystawy, nie wiem. I komuś, kto ocenia wystawy przykładowo, ktoś inny mówi: jesteś niekompetentny. To co, pomawia go? W taki sposób, w jaki jest to wyrażone w przepisach? Bo tutaj nie chodzi (nie może chodzić!) o nasze osobiste odczucia, czym Ci się wydaje, że jest pomówienie. Jeśli mówimy o tym, z czym możesz iść do sądu, musisz w pierwszej kolejności czytać przepis, a w drugiej, zastanawiać się, po co ten przepis jest. Jaka jest funkcja, kogo chroni i z jakich względów. W swojej interpretacji, moim zdaniem, mijasz się kompletnie z celem 212 k.k. Czy to oznacza, że nikt nie może nikogo personalnie ocenić jako niekompetentnego w jakiejś dziedzinie? Jak często czytamy w prasie, że ktoś nie zna się na czymś w opinii dziennikarza i kompletnie nie powinien się tym czymś zajmować?

            Bo uważam, że oskarżanie wydawnictwo o to, że nazywa blogerkę osobą nadużywającą władzy (sic!) jest, cóż, nadużyciem. Jest nadinterpretacją. I tyle.

            W ogóle z 212 k.k. jest tak, że wielu prawników postuluje jego wykreślenie z kodeksu, tak żeby w ogóle nie penalizować pomówień. Alternatywą byłby proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych, takich jak dobre imię. Właśnie dlatego, że „krępuje” to wolność słowa, przede wszystkim prasie.

            Tyle ode mnie, bo widzę wyraźnie, że mamy bardzo różne podejście do tego, czym jest blogowanie, jaka jest społeczna funkcja blogera (czy taka funkcja w ogóle jest) i jak czytać ten przepis, o którym mówimy :)

            Pozdrawiam!

          • http://murio.pl/ Kamil K. Łapiński

            Owszem, mamy inne. Bo na miejscu blogerki bym nie ustąpił – ba, jakby się nie odczepili, w zaparte bym poszedł do sądu, a zaczął od ślicznego listu wyjaśniającego, co myślę o ich groźbach skierowanych ku mojej osobie. Z pieczątką kancelarii prawnej na kopercie.

            To, że wg Ciebie nie pełni znaczącej funkcji społecznej zezwala by ją obrażać? Ok – no to nie nauczyciel. Pogadajmy o sprzątaczce na ulicy, albo kierowcy śmieciarki. Spróbuj kiedyś do takiego kierowcy podejść i mu powiedzieć, że jest „głupi” :-) Ale zrób to tylko, gdy umiesz szybko biegać ;-) Jak pokazuje to doświadczenie – niezależnie od klasy czy funkcji społecznej człowiek tak samo może poczuć się urażony. Chrzani mnie co o tym mówi KK, Kodeks Cywilny czy Książka Telefoniczna, a już na pewno jaki do tego stosunek mają media (bo oni zgnoją każdego). To jest drugi człowiek i zasługuje na szacunek i na to, by go publicznie nie dyskredytować. To jest kwestia zasad, takich w zgodzie z sumieniem. I jako takich bronię i bronić będę.

          • Minnie

            W ramach ostatniego-ostatniego słowa: jak Cię chrzani prawo, to nie doradzaj, kiedy można z czymś iść do sądu, tylko pozostań przy moralnych i społecznych aspektach tego problemu :) Nie można iść do sądu ze wszystkim i taki był pierwotny sens mojej wypowiedzi – że wydawnictwo kłamało, albo wykazało się skończoną ignorancją mówiąc blogerce, że „spotka się z nią w sądzie”. To była skończona bzdura i to chciałam napisać. Chciałam zaznaczyć i nie wiem, może ktoś czytał naszą rozmowę i coś mu to da w przyszłości ;), że nie można nigdy od razu uginać się pod takimi żądaniami „Usuń”, „Skasuj”, „Odwołaj”, „Przeproś”, tylko najpierw trzeba spokojnie acz stanowczo zapytać: a na jakiej podstawie prawnej? Od tego wyszliśmy i w tym duchu pisałam. Nie uważam, że to okej, że wydawnictwo próbuje w ten sposób zdyskredytować blogerkę. Uważam, że blogerka nie miałaby podstaw do tego, żeby wytaczać wydawnictwu sprawę karną. Sprawę cywilną – może, tak, o naruszenie dobrego imienia. Ale biorąc pod uwagę celowo (!) umiarkowany ton wypowiedzi wydawnictwa, nie wiem, czy cokolwiek by z tego wyszło.

          • http://murio.pl/ Kamil K. Łapiński

            Znowu nie rozumiesz :-)

            1. Nie ja zakładałbym sprawę komuś, tylko powiedział „droga wolna, zakładajcie”, a wcześniej poparł to stosownym pismem z kancelarii prawnej (z podobnym przekazem).
            2. Nie radzę nikomu w sprawach prawnych. Zapytałem w pierwszym komentarzu, czy to czasem nie podpada pod groźbę.
            3. Dalej tylko odbijam Twoją piłeczkę :-) I przeraża mnie, jak bardzo pokazujesz, ile może wydawnictwo, a ile nie może blogerka. To, co próbuję Ci pokazać, to fakt, że ma argumenty do obrony. I kontrataku. Były już podobne sprawy (np. wysyłanie wezwania do ugody w cenie „x” dla użytkowników Chomikuj.pl, albo sprawa o piractwo), którymi się prawnie zajęto (są kancelarie prawne, które zadeklarowały swoją pomoc pro bono w tych sprawach). Fakt – w przypadku Chomikuj.pl chodziło też o wyłudzenie. Ale nie zmienia to faktu, że blogerka ma czym się bronić.

  • http://skoruppa.jogger.pl skoruppa

    Hue hue, próbując zatuszować błędy nadaliście im tylko rozgłosu :D Dodając do tego ten jakże inteligętny wywiad powyżej nie zejdziecie z ust internautów przez tygodnie. I tak jak z Sokołowem, ludzie będą unikać Państwa produktów :) Nic tylko pogratulować czarnego PR’a.

  • http://www.qrkoko.pl/ Qrkoko

    Pani tak ochoczo przypomina sprawę Piotra z Sokołowem ale nie wspomina o tym jaki czarny PR tym pozwem firma sobie zapewniła. Novae Res sama sobie teraz wiąże stryczek, bo własne kolana przestrzeliła już w momencie zmuszenia blogerki do usunięcia recenzji. Ta sytuacja jest tak absurdalna, że to kwestia czasu kiedy wydawnictwo będzie przepraszać blogerkę i dla zachowania chociaż cienia godności będzie próbowało nawiązać kontakt z blogosferą, która już dawno będzie miała na nie wylane.

  • o.t

    Ten wywiad tylko pogrąża wydawnictwo. Co za bełkot!

  • Anna Chrustowska

    „Jednak krytykując w sposób autorytarny na przykład projekt typograficzny trzeba mieć do tego odpowiednie kompetencje” A jakie to specjalne kompetencje trzeba posiadać?

  • Alenda

    Pomocy… Błędów się nie interpretuje, błędy po prostu są.

  • http://lifestylebyhutch.blogspot.com/ Ms Hutch

    Wstyd dla wydawnictwa :)

  • Ani-K

    Pani Dorota, jak i to zacne wydawnictwo, które ta pani reprezentuje, nie rozumie istoty wolności słowa. Wszystko na to wskazuje, że nie zadali sobie nawet trudu by przeczytać tekst blogerki lub czytanie ze zrozumieniem jest im obce.

  • lconer

    Za ten wywiad wydawnictwo samo siebie powinno postraszyć sądem, bo owy wywiad godzi w dobre imię wydawnictwa ;)

  • TheWojtek

    Jeśli pani sekretarz redakcji myli słowo „autorytarny” z „autorytatywny”, to nie trzeba wiele więcej dodawać.

  • Zmrozony

    Wot kultura ! Szerokim łukiem będę omijał książki tego wydawnictwa.

  • dupa jasiu margaryna

    Kolejny przykład tego jak wykoleja się życie społeczne w naszym biednym kraju – buraki zamiast podziękować za konstruktywną krytykę i przeprosić czytelników – straszą sądem. Drogie wydawnictwo – ordynarne ortografy można byłoby wybaczyć – cenzurowania już niestety nie. Zasłuzyliście sobie abym zapoznał się z Waszym znakiem graficznym i przez najbliższe lata zanim kupię książkę upewnił się że nie kupuję jej od Was. Miłego dnia ‚rzyczę’

  • http://www.loswiaheros.pl/ Andrzej Budnik

    Pani Doroto, kto Pani kazał te brednie naopowiadać, bo nie chce mi się wierzyć, ze z własnej woli to wszystko… żenada… zapierajcie się dalej, ze błędu nie popełniliście i tak samo jak Pascal z Pakosińską utopcie bardziej swoją markę w błocie! Gratuluję zarządzania kryzysem!

  • Agata Marta Kwiatkowska

    „Zawsze mnie dziwi to, że mimo lat powtarzania, że w Sieci nic nie znika nadal są ludzie, którzy wierzą, że można kazać skasować dowody swojej niekompetencji i nikt się nie zorientuje.”

    http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:TzVn6QkL2yEJ:postmeridiem1.blogspot.com/2014/05/pamietnik-diaba-adrian-bednarek.html+&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl

  • Gregorius Greg

    Wprowadzam osobisty bojkot wydawnictwa novae res, trzepniecie po kieszeni czasami otwiera zardzewiale szufladki w głowie, czego pani sekretarz szczerze życze

  • Anna Krztoń

    Wydawnictwo tłumaczy się bardzo nieudolnie… Już sporo stracili na tej aferze w oczach czytelników, może lepiej byłoby przeprosić i zachować się z klasą, a nie grozić sądem blogerce? Smutne.

  • http://potoruniu.blogspot.com/ Michał Paweł

    Pani Konkel z sieci nie tak łatwo usunąć dowód niekompetencji wydawnictwa (http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:TzVn6QkL2yEJ:postmeridiem1.blogspot.com/2014/05/pamietnik-diaba-adrian-bednarek.html+&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl), które przyszło pani reprezentować. Szczerze współczuję, bo niełatwo być adwokatem diabła, a jeszcze trudniej bronić z góry przegranej sprawy. Dobre imię wydawnictwa zostało nadszarpnięce z chwilą, gdy ludzie odpowiedzialni za korektę postanowili pokpić sprawę, przez co na rynek wyszedł wadliwy produkt.

  • Pingback: Mcm Bags

  • Pingback: scarpe hogan 2014 uomo

  • shock

    to dziwne.

    super bluzy z nadrukiem koszulki i czapki z napisami gwiazd naszych wina / the fault in our stars – sklep internetowy http://shock.com.pl/pl/c/Gwiazd-naszych-wina/80

  • Pingback: Gdzie są granice recenzji, czyli jak straszy się blogerów sądami - Lektura Obowiązkowa