Przedpremierowa recenzja Pana Mercedesa

king-merc2Stephen King w żywiole… nie, zaraz, Stephen King jest w żywiole, kiedy pisze o mrocznych zakamarkach innych światów – a już szczególnie, gdy ktoś z naszego świata ma do tych zakamarków wgląd.

Czy aby na pewno?

Zanim Pan Mercedes pojawił się na półkach sklepowych, co rusz podkreślano, że to debiut Kinga w tym gatunku. Ale gdy wziąć pod uwagę cały jego dorobek literacki, trudno się z tym zgodzić. Każdy, kto czytał zbiór opowiadań Cztery pory roku, wie o czym mowa. Zdolny uczeń, Skazani na Shawshank, Ciało… mimo że nie były to kryminały (jak obecnie reklamuje się Pana Mercedesa) wiązały się w taki czy inny sposób z tematyką zabójstw, oferowały wgląd w umysł zabójcy, etc. Potrzebujecie jeszcze jednego przykładu? Służę. Misery, książka krótka jak na Kinga, doskonale wpisuje się w to, o czym mowa. Co więcej, najstarsze książki pisane pod pseudonimem Richarda Bachmana również obfitowały w podobne motywy. Mistrz grozy nie jest zatem na zupełnie obcym terytorium, zna doskonale zasady gry – choć tym razem nadał jej bardziej jednoznaczny kształt.

Druga sprawa – King i samochody. Kto zna twórczość tego pisarza, od razu kojarzy co najmniej dwa tytuły - Christine Buick 8. Bardziej wnikliwi czytelnicy przytoczą zapewne Mile 81 (opowiadanie o szalonym samochodzie). Ci, którzy chcieliby Kingowi dopiec, przypomnieliby mu jego dzieło pt. Maksymalne przyspieszenie.

Najpierw Plymouth, potem Buick, teraz Mercedes. I o ile wcześniej można było kręcić nosem na wybór samochodu, tak teraz trudno mieć jakiekolwiek obiekcje. Mercedes rozjeżdżający grupę bezrobotnych – czy jest coś bardziej wymownego? Ale zostawmy symbole, wszak nie o Dana Browna, a Stephena Kinga chodzi. Przyjrzymy się temu, czy mistrz grozy potrafi straszyć nas rzeczami z tego świata równie bardzo, jak tymi niestworzonymi.

Za sterami pojazdu nie zasiada bestia o nadprzyrodzonych zdolnościach, a Mercedes nie posiada tych cech charakterologicznych, które widzieliśmy u Christine – tym razem jest zwykłym samochodem, w dodatku skradzionym. Jeździ nim Brady Hartsfield, na co dzień poruszający się także przenośną budką z lodami. Człowiek zakompleksiony, uważający się za ofiarę niesprawiedliwego losu. Słowem – bohater, którego spodziewamy się zastać w powieściach Kinga. Właśnie z takimi kłopotliwymi członkami lokalnych społeczności autor radzi sobie najlepiej. I gdy już jesteśmy przekonani, że mamy do czynienia z kliszą, znanym szablonem, potrafi nas zaskoczyć.

A gra, o której wspomniałem? Rozpoczyna się w momencie, gdy Brady Hartsfield zaczyna pragnąć estymy. Wysyła emerytowanemu policjantowi list, w którym przyznaje się do zabicia bezrobotnych. I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie to, że ów policjant – Bill Hodges – poważnie kontempluje popełnienie samobójstwa. Możecie jednak domyślić się, że kiedy rozpoczyna grę z Panem Mercedesem, chęć do życia mu powraca.

I dobrze, bo ma dopiero 62 lata. Dopiero? Jak na głównego bohatera w powieści detektywistycznej, może być to nieco za dużo. Wszak tuż przed kulminacją akcji trzeba nieraz popędzić za złoczyńcą (o ile uda się go namierzyć), czy też wymienić się kilkoma ciosami z przechodniami na ulicy. Ale nawet gdyby do tego miało dojść, Hodges miałby się kim wysłużyć. King oferuje nam cały wachlarz postaci, które będą wspierać go w ściganiu Hartsfielda. I robi to jak zwykle z właściwą sobie swadą, którą najpełniej obserwować mogliśmy w takich powieściach jak Miasteczko Salem, czy Pod kopułą. Nie ma tutaj oczywiście tak szerokiego przekroju bohaterów, jednak nie powinniśmy być zawiedzeni ich różnorodnością. Sam główny bohater jest wyrazisty i… charakterystyczny. Być może nawet do tego stopnia, że niekiedy potrafi zadziałać nam na nerwy, chcąc być „fajnym”. Koniec końców to jednak kingowska powieść – a więc mamy do czynienia wyłącznie z postaciami, które autor ożywia w naszych głowach. Papierowych bohaterów, choć oko wykol, nie znajdziemy.

Kluczowe są oczywiście dwie persony – ów depresyjny sześćdziesięciodwuletni stróż prawa i przekonany o własnej wyższości zabójca. Jeden i drugi nakreśleni zostali w sposób typowo kingowski – skrupulatny, z własnymi ułomnościami i problemami. Dostajemy w pakiecie także backstory Pana Mercedesa, możemy zajrzeć do jego przeszłości, zerknąć na okres dzieciństwa i zobaczyć, co sprawiło, że tamtego dnia wsiadł do samochodu… i co popchnęło go, by postanowić, że to nie jedyny raz, gdy to zrobi. Możemy przyjrzeć się także niezdrowej relacji z matką, a momentami poczuć nawet krztę sympatii do tej postaci.

Debiut Stephena Kinga w gatunku kryminału detektywistycznego. Brady, nazywający sam siebie „sprafcą”, pokochał dotyk śmierci pod kołami Mercedesa i chce poczuć go ponownie. Jeśli kolejna misja Brady’ego się powiedzie, zabije tysiące osób. Tylko Bill Hodges wraz z dwójką sprzymierzeńców może zatrzymać mordercę, zanim ten uderzy ponownie. Kto kryje się pod pseudonimem Pan Mercedes i jak go odnaleźć?

W nękanym kryzysem amerykańskim mieście zdesperowani ludzie stoją w kolejce po pracę. Niektórym nie będzie już potrzebna, bo w tłum bezrobotnych wjeżdża na pełnym gazie szaleniec w mercedesie. Zebrawszy swoje żniwo – ośmiu zabitych i kilkunastu rannych – znika w porannej mgle. Policji nie udaje się znaleźć sprawcy.

Pogrążający się w depresji Bill Hodges, emerytowany detektyw z wydziału zabójstw, myśli o tej nierozwiązanej sprawie równie często jak o samobójstwie. Dopiero list od zabójcy z mercedesa, który w zamierzeniu nadawcy miał popchnąć byłego policjanta do tego ostatecznego kroku, budzi w nim wolę życia. Potrzeba znalezienia sprawcy masakry bezrobotnych wynika w równej mierze z pragnienia wymierzenia sprawiedliwości, co z przeświadczenia, że morderca jeszcze nie zaspokoił swojej chorej żądzy zabijania.

Rozpoczyna się wyścig z czasem. Stawką jest życie setek, a nawet tysięcy ludzi, a przeciwnik jest wprawdzie szaleńcem, ale piekielnie inteligentnym.

A akcja? Wiele policyjnych kryminałów cierpi na pewną przypadłość, która objawia się znużeniem czytelnika.

Nie dotyczy to Pana Mercedesa. Zaczynamy się od mocnego akcentu, o którym możecie przeczytać w powyższym opisie – a potem tempo tylko przyspiesza. Podobne wrażenie miałem przy lekturze Joyland, choć King za tę książkę wielu laurów nie zebrał. Wydawało mi się jednak, że odchudził ją ze wszelkich elementów, które przeszkadzały m.in. w Dallas ’63 czy Pod kopułą – a więc zbędnych fragmentów, niewiele wnoszących do całej historii. Strony przewracają się same, a w końcu o to chodzi w dobrej powieści detektywistycznej.

Powieść detektywistyczna. Początkowo podchodziłem do tego określenia z dystansem. Jak marketingowo napompowane są opisy książek, każdy z nas dobrze wie. I w tym przypadku wyglądało to na typowy chwyt marketingowy. W końcu kto dziś mówi o powieści detektywistycznej? Kryminał, thriller, oczywiście, ale to? Od razu na myśl przychodzi Conan Doyle i Agatha Christie. I z całą pewnością o to chodziło. Czy jednak nie było to nadużycie?

I tak, i nie. Bo z jednej strony Pan Mercedes ma w sobie wiele z klasycznej powieści detektywistycznej – na kartach książki kołatają pytania „kto to zrobił?”, „dlaczego?”, „kim naprawdę jest?”, „jak trafić na jego trop?”. Dodatkowo, mamy tutaj suspens, który spowoduje niejeden uśmiech na twarzach wielbicieli Christie. Z drugiej strony jednak jest to proza bardzo nowoczesna – bohaterzy są „zbrukani życiem”, naznaczeni trudną przeszłością i niedoskonali. King uwydatnia wpływ nowoczesnej technologii na to, jak rozwijają się takie dramatyczne sytuacje. Innymi słowy, chyba bardziej odpowiednim określeniem byłby po prostu kryminał.

Krótkie podsumowanie?

Pan Mercedes to ciekawa, trzymająca w napięciu pozycja, przy której nie będziecie się nudzić. Czy jednak zapadnie w pamięć tak, jak Lśnienie czy Carrie? Pewnie nie, bo trudno przebić twórczość, przez którą mistrz grozy stał się pisarzem kultowym. Tym razem King oferuje nam coś innego, niż zwykle – zwroty akcji, nerwowy suspens i wyścig z czasem. Warto się przejechać w jego Mercedesie, bez względu na to, czy należy się do jego zwolenników, czy nie. Zaskoczenia po drodze gwarantowane.

JJ

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!
  • Olga Kowalska

    Właśnie rozpoczynam lekturę – ciekawa jestem jak mu ten kryminał wyszedł :)

    • http://wstawtytul.com/ Anna Kramarz

      Też masz przedpremierowy recenzencki egzemplarz? Dobrze Ci :) To czekam na opinię.

      • Olga Kowalska

        Kochana, zakupiłam na Amazonie na pre-order, a tam był dzień wcześniej :)

  • Pingback: wow gold

  • Pingback: Mcm Bags