Peter Høeg, Smilla w labiryntach śniegu

mocnosubiektywna

Boom na skandynawskie kryminały wybuchł już parę lat temu. Są jednak książki, które zyskały popularność jeszcze zanim stało się to modne – taką pozycją jest właśnie Smilla w labiryntach śniegu, której nowe wydanie możemy od jakiegoś czasu znaleźć w księgarniach.

Peter Høeg - Smilla w labiryntach śniegu

Peter Høeg – Smilla w labiryntach śniegu

Smilla nie ma własnego miejsca w świecie – jej matka była Grenlandką, a ojciec Duńczykiem. Przez dzieciństwo spędzone wśród łowców stała się prawdziwą specjalistką od śniegu i lodu – w tych sprawach nic się przed nią nie ukryje. I właśnie przez tę umiejętność odkryła, że śmierć jej jedynego przyjaciela, Esajasa, nie była samobójstwem. Na własną rękę rozpoczyna śledztwo, które może skończyć się dla niej tragicznie.

Już od pierwszych stron czuje się, że nie jest to typowy kryminał. Jeżeli ktoś jest w stanie przepłynąć przez tę książkę w jeden wieczór, jestem po wrażeniem. A może współczuję? Straci się wtedy cały klimat i być może nie dostrzeże wszystkiego, co autor chciał nam przekazać. Mnie przeczytanie „Smilli…” zajęło dobry tydzień, muszę przyznać, że dawno niczego tak długo nie czytałam. Mimo że w pewnym momencie stało się to irytujące, po jakimś czasie odkryłam w tym dziwną przyjemność i stwierdziłam, że właśnie tak powinno być.

Peter Høeg zbudował wątek kryminalny bezbłędnie, jak na Skandynawa przystało. Mroczny, ciężki klimat utrzymuje się już od pierwszej strony, sprawiając, że nieustannie jesteśmy gotowi na katastrofę. Krok po kroku razem ze Smillą i jej towarzyszem odkrywamy tajemnicę, przez którą życie musiał stracić niewinny chłopiec.

Odnoszę jednak wrażenie, że to nie wątek kryminalny jest tutaj najważniejszy. Moją uwagę bardziej przyciągało życie Smilli i to, jak potrafiła poradzić sobie w obcym świecie. Przeprowadzka z Grenlandii do Danii była dla niej wstrząsem nie tylko psychicznym, ale także kulturowym. Właśnie to wydarzenie tak mocno ukształtowało jej charakter. Peter Høeg przepięknie – i jakże prawdziwie – opisał proces asymilacji człowieka pochodzącego z zupełnie innej kultury. Rzeczy, które wydają nam się tak silnie zakorzenione w naszych umysłach i sercach, po paru latach mogą prawie całkowicie zaniknąć; w tym nawet znajomość ojczystego języka. Smilla musiała poradzić sobie w świecie, do którego nie pasowała, mając świadomość, że w ojczyźnie również nie ma już dla niej miejsca. To właśnie towarzyszenie jej i obserwowanie tego procesu od początku (dzięki retrospekcjom), jest największym skarbem tej powieści. Nie czytałam chyba jeszcze kryminału, który przemycił na swoich stronach tak wiele smutnych prawd.

Czytając książkę miałam wrażenie, że znam skądś tę historię… W pewnym momencie zastanawiałam się nawet, czy już jej nie czytałam i z upływem lat zapomniałam. Rozwiązanie okazało się prostsze. Na podstawie „Smilli…” nakręcono film, który można bez problemu znaleźć. Został nakręcony w 1997 roku, więc całkiem możliwe, że wielu z was miało już przyjemność się z nim zapoznać. Jeżeli tak, pamiętajcie – film przy książce wygląda bardzo mizernie (mimo że nie jest złym filmem – po prostu nie jest w stanie oddać całej prawdy o Smilli).

Czytanie, chociaż tak rozciągnięte w czasie, sprawiło mi prawdziwą przyjemność. Mimo upału na dworze miałam ochotę owinąć się kocem, wziąć do ręki kubek z gorącą czekoladą i obserwować płatki śniegu za oknem, tak by poczuć w pełni klimat książki. Zresztą sugestywne opisy sprawiły, że miałam wrażenie, iż tak właśnie było. Jeżeli szukacie książki na chwilę to nie jest dla was odpowiednia pozycja. Jednak jeżeli chcecie czegoś, co nie przepłynie wam przez ręce, a zapewni wiele dni rozmyślań i powracania do lektury – polecam wam właśnie Smille w labiryntach śniegu.

mocnosubiektywna-pod
 
 
 
Film przypomnieć możecie sobie poniżej:

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!
  • MarcinPietraszek

    Ja czytałem tę książkę jakieś 10 lat temu, długo przed modą na skandynawskie kryminały. Tak bardzo mi się spodobała, że potem przeczytałem ją jeszcze dwa razy. Niestety, musiałem posiłkować się egzemplarzem z biblioteki, bo w sprzedaży książki nie mogłem dostać. Cieszę się, że wreszcie została wznowiona. Świetna wiadomość! :)

  • Pingback: vintage hermes bag

  • Pingback: Abercrombie Sweater Fin Rose