Tim Weaver, Bez ostrzeżenia

Czytaliście Tima Weavera? Ja też nie. Teoerytcznie powinno mnie to martwić, skoro do ręki wzięłam trzecią odsłonę cyklu, w którym występuje pewien detektyw nazwiskiem Raker. W praktyce okazało się, że gdybym nie wiedziała, iż wcześniej występował w innych częściach, nigdy bym nie powiedziała.

d_2252Pierwsza książka z Davidem Rakerem pojawiła się na naszym rynku w 2010 roku za sprawą Wydawnictwa Amber. Na tym przygoda Weavera z Polską się zakończyła – przynajmniej na trzy kolejne lata, po których za wydanie kolejnych jego książek zabrał się Albatros. Druga część cyklu, Zanurzyć się w mrok, trafiła na półki księgarń w październiku. Teraz polski czytelnik otrzymuje odsłonę trzecią, Bez ostrzeżenia.

Ale w zasadzie jakieś ostrzeżenie być powinno. Na przykład: „uwaga! świetne zwroty akcji! achtung! mocne przesłanie! pozor! dramatyczny finał!”. To krótkie sformułowanie, okraszone zapewnieniem, że sięgnę po następną część w 2015 roku, powinno wystarczyć za rekomendację. Ale nie oddałoby do końca powodu, dla którego ta książka tak mi przypadła do gustu.

Oryginalny tytuł brzmi Vanished i ma sporo wspólnego z tym, co nakręca całą historię. Szesnastego grudnia Sam Wren wchodzi do metra, jak jeden z mnóstwa innych londyńczyków. Różnica między nim, a nimi, polega na tym, że już z metra nie wychodzi. Ślad po nim ginie, nie zarejestrowały go nawet kamery w metrze. Sześć miesięcy później do gry wkracza David Raker, detektyw zajmujących się znajdowaniem tych, którzy zaginęli bez śladu. Śledztwo początkowo przebiega dość rudymentarnie – przynajmniej dopóty, dopóki Raker nie orientuje się, że policja go okłamuje.

Ale zostawmy fabułę, bo o tym opowie wam lepiej opis na okładce. Skupmy się nad mocnymi elementami tej powieści. Są nimi bez dwóch zdań plastyczne opisy, które rysują nam w umyśle londyńskie obrazy. Sceny projektowane przez Weavera są sugestywne i mógłby mu ich pozazdrościć sam Jo Nesbø. W dodatku zapadają w pamięć – wracając do nich po zamknięciu książki wydaje się, że… raczej oglądaliśmy film, niż czytaliśmy. I to jest wyznacznik dobrego kryminału. Dostajemy od Weavera również trochę warstwy psychologicznej – niepokojącego wglądu w naturę ludzką. To ostatnimi czasy również jest immanentnym elementem dobrze skonstruowanej powieści w tym gatunku. Wydaje się nawet, że niektórzy autorzy przechylają szalę na tę stronę, zapominając o tym, że chcemy po prostu przerzucać kartki, wciągnięci przedstawianą historią. Tim Weaver nie jest winny tego grzechu… za to obwiniam go o rzecz inną – skradł mi naprawdę sporo czasu, w którym powinnam robić multum innych rzeczy, poza czytaniem.

 

Opis wydawcy:

Współczesny Londyn, poranny szczyt. Sam Wren, młody finansista z City, wsiada do pociągu metra i znika bez śladu. Nie ma świadków, nie ma zapisu na nagraniu monitoringu. Prywatne śledztwo Davida Rakera odkrywa tajemnicę Sama – a przynajmniej tak się wydaje, bo jedno odkrycie pociąga za sobą kolejne – jeszcze bardziej szokujące. Tropy prowadzą do starych tuneli londyńskiego metra i do sprawy seryjnego porywacza, a może i seryjnego zabójcy.

Niemalże filmowe tempo akcji oraz wielka wrażliwość na losy ludzi żyjących w opowiadanych historiach
The Boston Globe

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!