Dzieci drzewa Jakarandy, czyli przenosimy się do Iranu

…i to Iranu nie byle jakiego, bo pełnego przemocy, emocji i dramatyzmu. Są lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku, kraj kipi – skończyła się rewolucja, która wyniosła do władzy Ruhollaha Chomeiniego. Upadła monarchia szacha Mohammada Rezy Pahlawiego, a powstała republika pod rządami wspomnianego ajatollaha, który Iranem władać będzie aż do swojej śmierci w 1989 roku.

dzieci-drzewa-jakarandyPrzeciwnicy polityczni nie mogą liczyć na litość. Są trzymani w więzieniach, często w nieludzkich warunkach. Jedną z takich osób jest kobieta, która w teherańskim więzieniu powija córkę – Nedę. Warto w tym momencie wspomnieć o tym, że autorka (Sahar Delijani) sama urodziła się w takim miejscu. Mimo więc, iż jest to powieść, mamy solidne podłoże faktograficzne. I za mocny akcent już na samym początku opowieści zapisujemy duży plus!

Druga sprawa – tło. Porewolucyjny Iran, od którego zaczyna się przygoda z bohaterami Dzieci drzewa Jakarandy, jest podłożem, na którym nietrudno o emocjonującą historię. Życie napisało wiele scenariuszy, które same w sobie mogłyby stanowić temat na nie lada thriller. W tej książce odbiegamy jednak od tego gatunku – jest to typowa powieść historyczna, być może w jakimś sensie „powieść kulturowa”. Do jej lektury na okładce zachęca nas sam Khaled Hosseini – dzięki czemu można na wstępie przypuszczać, z jakim typem literatury mamy do czynienia. I nie pomylimy się – choć nie jest to drugi Chłopiec z latawcem, otrzymujemy kawał świetnej, soczystej literatury z kulturą Bliskiego Wschodu.

Druga sprawa – koncepcja. Uwielbiam książki, których akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat. Ken Follett pokazał, jak robić to po mistrzowsku swoimi dwoma monumentalnymi seriami, tymczasem tutaj mamy wcale niegrubą książkę, której akcja rozkłada się pomiędzy lata 1983 – 2011. Co spowodował ten zabieg? Zaryzykuję stwierdzenie, że samo dobro. I choć bardzo cenię sobie Folletta, myślę, że z lektury tej książki mógłby wynieść wiele pozytywów dla swojej prozy.

Dzieci drzewa Jakarandy to nie jedna opowieść. Jak sama nazwa wskazuje, gałęzi jest sporo – i wszystkie mają coś, co warto poznać. Wyżej napisałam, że jest to „powieść kulturowa”, ale w tym sensie może być także „powieścią rodzinną”, gdyż skupia się w dużej mierze na relacjach łączących członków różnych rodzin. Ukazuje, jak szczęście (lub nie) wyłania się z oparów autokracji i uciemiężenia, a sposób, w jaki to czyni, skłania to wielu refleksji, niekiedy bolesnych.

Podsumowując, to pozycja, z którą warto się zaznajomić – wciąż mało jest tego typu książek, pomimo rosnącego zainteresowania rynków zachodnich. Ja spędziłam przy lekturze niezapomniane chwile – i przypuszczam, że nie będę jedyna, bo Dzieci drzewa Jakarandy emanują emocjami, chwytają za serce i pozostawiają ślad w pamięci, który szybko się nie zatrze.

Potrzebujecie lepszej zachęty? Proszę bardzo: ta powieść została przetłumaczona na dwadzieścia siedem języków i trafiła na półki sklepowe w siedemdziesięciu krajach. Nie dzieje się tak z pozycjami, które po lekturze przechodzą bez echa.

Żaneta Madej

Opis wydawcy:

Dzieci drzewa Jakarandy to opowieść o trzech pokoleniach doświadczonych przez rewolucję islamską w Iranie. O nadziejach na życie w wolności, okrutnych represjach, o tym, jak bardzo bolesna historia ciąży na losach zwyczajnych ludzi, którzy próbują się w niej odnaleźć, podejmować słuszne decyzje, chronić swoich bliskich, kochać. Debiutująca autorka opiera się na przeżyciach swojej rodziny i przyjaciół. Sama urodziła się więzieniu i była wychowywana przez dziadków. Jej narracja jest bardzo emocjonalna, zmysłowa, poetycka. Przedstawione proste sceny są wyjściem dla wspomnień, co w sumie daje spójny obraz świata pełnego lęku i cierpienia, choć w sumie jest to powieść optymistyczna. Pokazująca, że to co w człowieku dobre jest silniejsze niż zło.

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!