Czas na product placement w książkach

Pamiętacie Jamesa Bonda w Aston Martinie? Albo Franka Underwooda z serialu „House of Cards” grającego na PlayStation? A może widzieliście Ewę Chodakowską biegającą w czapce, butach, bluzie i leginsach od Adidasa? Niebawem będziemy mogli obcować z takimi zabiegami na kartach książek – na pierwszy ogień idą ebooki.

Do tej pory producenci zdawali sobie sprawę, że wprawdzie product placement obecny jest w każdej sferze kultury i popkultury, ale literatura rządzi się własnymi prawami. Karty książek pozostawały wolne od zawoalowanych reklam, gdyż czytelnicy traktowani byli jako grupa zbyt wnikliwa, by dać się w taki sposób przekonać do danej marki. Zmieniło się to za sprawą Hillary Carlip i jej wydawcy – RosettaBooks. Strony podpisały kontrakt z producentem słodzików, Sweet’N Low, dzięki czemu główna bohaterka powieści uwielbia słodzić nim małą czarną.

Od razu podniosły się głosy oburzenia, zwracając uwagę na to, że może być to niebezpieczny precedens. Zwolennicy takiego układu podkreślają zaś, że to nie pierwszy raz, gdy nawiązano taką formę współpracy. Poza tym, argumentują, w książkach i tak pojawia się wiele odniesień do realnych marek, programów telewizyjnych, czy innych elementów z popkultury.

Ostatecznie wszystko sprowadza się do pieniędzy. Za umieszczenie słodzika w książce producent zapłacił ponad milion dolarów – i zapewne jest świadom, że kiedy product placement wchodził do telewizji, również stanowił rzecz wielce kontrowersyjną. Teraz nikt się nie oburza, gdy zobaczy znaczek forda na samochodzie prowadzonym przez głównego bohatera.

Źródło: The EW | Fot. Pat Padua via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!