Lee Child – Jack Reacher: Sprawa osobista

Co za tytuł! Dla Jacka Reachera jakakolwiek sprawa zawsze jest oczywista. Jest to człowiek, który kroczy samotnie, nikomu nie odpuszcza i dba o to, by… nie, w zasadzie o nic nie dba. I w tym tkwi cały jego urok. A gdy do przelania go na papier zasiada taki fachman, jak Lee Child, może się to skończyć tylko w jeden sposób. Jaki? Czytajcie do końca, omówimy dokładnie plusy tej książki. Albo nie, nie czytajcie. Po prostu lećcie do księgarni i kupujcie Sprawę osobistą, bo warto umilić sobie zimowe wieczory tą lekturą. A jeśli macie wątpliwości, jaki klimat czeka na Was już po otwarciu okładki, proszę bardzo:

Powieść oczywiście zameldowała się na międzynarodowych rynkach w wyjątkowy sposób, a w Stanach od razu wskoczyła na listy bestsellerów. Nic nowego, moglibyśmy powiedzieć, w końcu nazwisko Lee Childa właśnie to gwarantuje. Ale tym razem powieść w wyraźny sposób zaznacza swoją obecność także u nas – może dlatego, że akcja dzieje się w Europie, a więc tym razem czujemy, że Reacher jest naprawdę blisko.

image006dCała historia zaczyna się od mocnego uderzenia – choć to małe niedopowiedzenie. Lee Child otwiera dziewiętnasty epizod z Reacherem od zamachu na francuskiego prezydenta. Wiemy już więc na samym początku, że będzie to lektura z gatunku tych mocnych – zresztą informuje nas o tym pewien generał na tyle okładki, zapewniając, że takich emocji doświadczył on tylko na misjach zagranicznych. Nigdy nie byłam, ale przypuszczam, że nie mija się z prawdą. Pędziłam przez tę książkę z wypiekami na twarzy, nieraz zastanawiając się, co na to powie odłożona na bok Olga Tokarczuk (chyba nie była specjalnie zadowolona).

Ci, którzy z Reacherem mieli już do czynienia, doskonale znają klasyczne miejsca, w jakie wysyła go Lee Child – małe amerykańskie miasteczko, gdzie jest tylko jedna stacja benzynowa (jeśli w ogóle jakaś jest), skondensowana społeczność i prawdziwie amerykański klimat. Tym razem jednak tło znacznie odbiega od tego, co znamy. Nie dość, że trafiamy do Francji, będziemy również przez pewien czas w Anglii. Nie wiem, czy Lee Child sam odwiedzał opisywane miejsca, ale są na tyle dobrze nakreślone, że mogę przypuszczać, iż faktycznie postawił tam stopę. Jak zawsze w jego powieściach, nie będziemy musieli obawiać się o przytłoczenie nadmierną ilością szczegółów i nudnymi opisami – życie Jacka Reachera to karuzela, a my jesteśmy w samym jej środku. To się chyba nigdy nie zmieni, nie ważne, czy to dziesiąta, dwudziesta, czy trzydziesta książka z tą postacią.

I tym samym dochodzimy do sedna sprawy. Cykle mają to do siebie, że potrafią znużyć. Autorzy częstokroć powielają te same schematy, a czytelnicy chłoną je tylko dlatego, że wychodzą w tak długich odstępach czasu, że można zapomnieć, co było kilka części wstecz. W przypadku Childa jest trochę inaczej, bo facet pisze i wydaje jak najęty. Nie może więc pozwolić sobie na to, by kopiować klisze. By temu zapobiec, wrzucił Reachera w zupełnie inne środowisku, a fabule nadał charakter globalny. I wielkie brawa za to dla Pana, drogi Lee! Nie dość, że przywodzi to na myśl najlepsze dzieła Forsythe’a i innych pisarzy sensacji, to jeszcze idealnie wpasowuje się w rozwój serii. Bo wprawdzie nie potrzebowaliśmy odpocząć od Reachera, ale chętnie weźmiemy wakacje od Ameryki. Dodatkowo świeżości dodaje fakt, że w powieści króluje cały panteon nowych bohaterów – od amerykańskich wojskowych wyg aż po dystyngowanych Brytyjczyków. Nie znaczy to, że Jack nie spotka dawnych znajomych – bo owszem, napatoczy mu się człowiek, którego wsadził do więzienia piętnaście lat temu.

Co więcej powiedzieć, kiedy zasadniczo nie trzeba mówić nic? Ta książka to świetna rozrywka, z pewnością jedna z lepszych pozycji sensacyjnych, które będziemy wspominać podsumowując 2015 rok. Jest co czytać. I jest się czym ekscytować!

ŻN

Opis wydawcy:

Rewelacja! Takich emocji doświadczałem dotąd tylko
na misjach zagranicznych – Jack Reacher zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie.
Były dowódca 18. batalionu desantowo-szturmowego generał brygady rez. Tomasz Bąk
Reacher potrafi wytropić każdego. Przez wiele lat w armii śledził dezerterów i defraudantów, których szkolono w ukrywaniu się i zastawianiu pułapek. Pilnując porządku w armii, musiał być lepszym od najlepszych z najlepszych. Sam Jack Reacher w czasach powszechnej inwigilacji jest praktycznie nie do namierzenia – nie używa kart kredytowych, nie ma telefonu komórkowego. Niczym samotny mściciel podróżuje incognito z miasta do miasta, a czytelnik marzy, żeby wreszcie przyjechał do niego. Polecam Reachera każdemu, kto szuka lektury na chwilę lenistwa!

Wojciech Orliński, „Gazeta Wyborcza”

„Możesz się rozstać z armią, ale armia nie rozstaje się z tobą. Nie zawsze. I nie do końca”. I nie w przypadku Jacka Reachera.

W samym centrum Paryża snajper oddaje strzał do prezydenta Francji. Wystrzelony z odległości tysiąca pięciuset metrów pocisk zatrzymuje kuloodporna szyba. Wszystko wskazuje na to, że chodziło tylko o próbę generalną przed zbliżającym się szczytem G8, który ma się odbyć w Londynie, a jednym z potencjalnych celów jest prezydent USA.

Wywiad wojskowy, FBI i CIA zwracają się do Reachera z prośbą o pomoc w schwytaniu zamachowca. Według nich może nim być John Kott, którego przed szesnastu laty wpakował za kratki. Z natury podejrzliwy wobec służb specjalnych Reacher nie wierzy w tę teorię i próbuje się trzymać z dala od całej sprawy. Do czasu, aż na własne oczy zobaczy zdjęcia ze swoją twarzą, na których Kott po opuszczeniu więzienia ćwiczył strzelanie do celu właśnie z odległości tysiąca pięciuset metrów…

Teraz Reacher już nie może się wycofać, bo sprawa stała się osobista.

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!