Sponsorowano przez: współmałżonka. Czyli dlaczego pisarze nie mówią o…

Ann Bauer na łamach portalu blogowego Salon.com (nazwa daje pojęcie o tym, skąd czerpano podobne polskie inspiracje) zastanawia się nad tym, dlaczego pisarze wstydzą się mówić o tym, że stabilność finansową zapewniają im małżonkowie. Zanim przejdziemy do jej przemyśleń, warto podkreślić, że sama autorka nie wydała jeszcze żadnego bestsellera – choć nie jest też anonimowa. Pisze dla „The Washington Post”, „New York Timesa”, czy nawet „The Sun”. Wydała dwie powieści i książkę kucharską. W 2001 rozwiodła się z człowiekiem, któremu zawdzięcza nazwisko (szczególnie bliskie fanom 24), a w 2006 roku wyszła za Christophera Gateleya, bez którego jej wpis na Salonie nigdy by nie powstał.

13042945_58c88ad180_bBauer zaczyna od opisu swego pisarskiego dnia. Wstają wraz z mężem o siódmej, on bierze prysznic, ona przygotowuje kawę. Gdy Christopher jest gotowy do wyjścia, Ann siedzi już przy biurku i zaczyna pisać. Mąż odbiera buziaka na do widzenia, a potem udaje się do pracy. Pracy dobrze płatnej, pełnej bonusów i dodatkowych korzyści, jak choćby możliwość podróżowania. Wszystko to sprawia, że Bauer może pracować bez obawy o finanse.

Rzadko się o takich sytuacjach wspomina – i Ann zastanawia się w artykule, dlaczego ma to miejsce. Stawia tezę, że to syndrom Marii Antoniny – ci, którzy mają szczęście, czy korzystają ze „specjalnych względów” losu, nie chcą, by inni o tym wiedzieli. Obawiają się, że wywoła to bunt wśród tych, którzy nie mają tyle szczęścia, a co gorsza ci ludzie mogą pomyśleć, że sukces ludzi takich jak Ann nie jest kwestią talentu, tylko korzystnej sytuacji.

Jako przykład Ann przytacza spotkanie z pewnym autorem bestsellerów, na którym była półtora roku tomu. Facet wygrał wiele nagród, jego książki były na szczytach list sprzedaży, ale… on sam jest dziedzicem wielkiej fortuny. Nigdy nie musiał pracować, nawet pomimo tego, że ma kilkoro dzieci. Podczas spotkania padło podchwytliwe pytanie o to, jakim cudem był w stanie pisać przez 10 lat jedną książkę. Odpowiedział kąśliwie, że napisał w tym czasie kilka artykułów. Pytająca kobieta uwierzyła, ale po sali przeszedł szmer – szczególnie zadowoleni byli ci, którzy wiedzieli, że kilka publikacji nijak ma się do utrzymania rezydencji i pokaźnej rodziny przez dziesięć lat. Ann podkreśla, że to symptomatyczne – wielka fortuna nie przekreśla błyskotliwości, a pomaga jej się rozwijać.

Dodaje na koniec, że przez długi czas była „sponsorowana” przez swojego męża, który na koniec dnia wraca do domu, pyta jak jej się pisało, nalewa jej kieliszek wina i zabiera na kolację. Dzięki temu Bauer ostatnią powieść skończyła w osiem miesięcy, tymczasem gdyby nie wsparcie męża, zapewne byłaby dopiero na pięćdziesiątej drugiej stronie. Czy jest w tym coś wstydliwego? Ann Bauer uważa, że nie.

Źródło: Salon | Fot. Bryan Costin via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!