John Grisham – Góra bezprawia

gora-bezprawia-miękkaGórnictwo, choroby płuc i walka o ekosystem. Tak można byłoby zapowiedzieć nową książkę Johna Grishama, ale nie jestem pewna, czy oddałabym jej sprawiedliwość. W końcu jak zawsze u tego autora dostajemy dużo, dużo więcej, a kiedy rozpędzi się na niemalże pięćset stron, możemy spokojnie ostrzyć zęby, bo czeka nas prawnicza uczta.

Tym razem historia nie rozpoczyna się od wielkiej korporacji i prawników, którzy odnoszą sukces za sukcesem… no, poniekąd może tak jest, ale Grisham kreśli znane obrazy tylko po to, by zaraz rozbić je w pył. Główna bohaterka jego nowej powieści wylatuje z pracy i przenosi się z wielkiego miasta na prowincję u stóp potężnego masywu. Samo w sobie nie brzmi to dla niej najgorzej, ale okazuje się, że lokalni niespecjalnie cenią sobie fakt, że oto wśród nich pojawił się kolejny prawnik. Tym bardziej, że Samantha Kofer to nieopierzony nowicjusz, który dopiero ma nauczyć się wszystkich trików na sali sądowej.

Jak zawsze u Grishama, mamy tutaj antagonistę w postaci korporacyjnej, potężnej machiny, która stoi naprzeciw głównej bohaterki i wyzywa ją do walki. Na tej płaszczyźnie ta powieść zasadniczo nie odstaje od innych wyśmienitych tytułów w dorobku Grishama, jednak jest pewna bardzo istotna różnica, która sprawia, że Góra bezprawia to książka wyjątkowa. Ale zanim o tym, przekonajcie się, wokół czego osadzona została fabuła.

Nowa powieść niekwestionowanego mistrza gatunku thrillera prawniczego – Johna Grishama –który powraca w swoim najlepszym stylu.

 

Samantha Kofer, młoda adwokatka, w wyniku kryzysu wywołanego upadkiem banku Lehman Brothers traci pracę w wielkiej korporacji prawniczej w Nowym Jorku i ląduje na dalekiej prowincji w miasteczku Brady w Wirginii. Dla zachowania ubezpieczenia społecznego podejmuje bezpłatną pracę w Górskiej Klinice Pomocy Prawnej, gdzie służy pomocą prawną biednym mieszkańcom tamtejszej krainy węgla. Samantha, wyrwana z korporacyjnego środowiska prawniczego, po raz pierwszy w swej zawodowej karierze styka się ze zwykłymi ludźmi i ich problemami. Jej głównymi klientami są chorujący na pylicę górnicy, którym nieuczciwe kopalnie próbują odmawiać należnych im zasiłków. W imieniu mieszkańców przeciwko wielkim firmom węglowym występuje również Donovan, prowadzący w Brady jednoosobową kancelarię prawniczą. Szykuje się wielki proces w obronie praw górnika cierpiącego na pylicę, którego pozbawiono należnego mu zasiłku. Przeciwstawienie się potentatom okazuje się jednak trudniejsze i bardziej niebezpieczne niż wydawało się na początku.

 

Nowa, ważna powieść. Pisarstwo Johna Grishama, które zawsze zapewniało najwyższej jakości rozrywkę, zaczyna ewoluować w stronę poważniejszej literatury o znacznie większej sile wyrazu, zdecydowanie bardziej godnej jego wyjątkowego talentu.   The Washington Post

Mnie zainteresowało przede wszystkim to, o czym wspomniał dziennikarz z „Washington Post”. Od lat czekałam na to, aż Grisham weźmie się na poważnie za jakiś ważki problem. Oczywiście, w każdej książce można się go doszukiwać, także w poprzednich powieściach Amerykanina, ale nigdy nie wyeksponował jakiegoś problemu tak, by wszedł na prawniczy plan. W tym przypadku tak jest. Otrzymujemy świetną rozrywkę, ale też rozprawę z problemami dzisiejszego świata. Ktokolwiek przejdzie z Grishamem przez historię Samanthy i górników chorujących na pylicę, pewnie zgodzi się, że tym razem autor odszedł nieco od sensacji i skręcił w stronę literatury niegatunkowej. Powieść ta zresztą jest reklamowana jako literatura nieco wyższych lotów, więc przed lekturą wszyscy jesteśmy na to gotowi.

Problem w takiej sytuacji zawsze polega na tym, czy aby autor nie zapędził się zbyt daleko od miejsca, w którym chcemy go widzieć. John Grisham to przecież akcja, zarówno na sali sądowej jak i poza nią. To niebezpieczne wydarzenia, niejasne układy i walka bez skrupułów. Co więc się stanie, jeśli zacznie przybliżać nam problemy współczesności? Zawsze w takiej sytuacji istnieje obawa, że autor przeszarżuje i stanie się publicystą, a nie pisarzem. W tym przypadku tak jednak się nie stało – John Grisham absolutnie pozostał Johnem Grishamem, mistrzem thrillera prawniczego i autorem, który przede wszystkim zapewnia nam nieustającą rozrywkę. W żadnym wypadku jednak to słowo nie powinno razić – to rozrywka książkowa, a więc z definicji szlachetna! Możemy ze spokojem ducha zasiąść w wygodnym fotelu, trzymając Górę bezprawia i przepaść zupełnie w świecie, który Amerykanin dla nas przygotował.

 

Będzie emocjonująco, będzie wielowymiarowo, a w końcu będzie też Grishamowsko. Sprawia to, że możemy domyślać się zakończenia, ale tym razem autor przygotował dla nas po drodze niespodzianki, które nie pozostawią nas obojętnymi. Już zresztą sam fakt, że głównym bohaterem jest kobieta, powinien nas zaciekawić – jest to sytuacja u Grishama niezwykle rzadka, dzięki czemu każde spotkanie z protagonistkami na kartach jego książek pozostaje niezapomniane. Oklaski należą się także za odmalowanie rustykalnej atmosfery, niewyedukowanych warstw społecznych i stylu życia ludzi pozostających niejako na uboczu dzisiejszego świata. Wszystko to składa się na naprawdę udaną pozycję, nie tylko dla wiernych fanów gatunku. Ostatecznie pozycja ta spodoba się jednak najbardziej tym, którzy lubią, gdy bohaterowie u Grishama swoimi działaniami dotykają spraw ważnych – mniej zaś tym, którzy oczekują pędzącej na łeb na szyję akcji. Ja w każdym razie polecam!

Żaneta Madej

Darmowy fragment od Wydawnictwa Albatros:

pdf-icon

 

 

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!