Jo Nesbø – Krew na śniegu

9475_99905769475Oslo, lata siedemdziesiąte. Kryminalny światek, handel narkotykami, niepokojąca historia i surowa, skandynawska narracja. Czy potrzeba nam czegoś więcej? Wierni fani Jo Nesbø mogliby postulować, by pojawił się Harry Hole, ale w tym przypadku ich prośby są na nic - Krew na śniegu to powieść samodzielna, krótka acz intensywna, a przede wszystkim porywająca. I to tyle, jeśli chodzi o suspens. Będą ochy i achy.

Niewiele ostało się na globie czytelników, którzy nie wiedzą, kim jest Nesbø, tym niemniej przyjrzymy mu się pokrótce, zanim przejdziemy do rzeczy. Jo ma pięćdziesiąt pięć lat, mieszka w Oslo, choć lwią część dzieciństwa spędził w Molde. Tam też po raz pierwszy wybił się ponad przeciętną – był zawodowym piłkarzem klubu Molde FK. To nie jedna z tych ciekawostek, które po czasie urastają do znaczących tylko dlatego, że człowiek stał się sławny – to realne osiągnięcie. Molde to też nie byle jaki klub, do dziś występuje w ekstraklasie, a piłkarzy trenuje sam Ole Gunnar Solskjær, była gwiazda Manchesteru United. Młody napastnik miał przed sobą świetlaną karierę, jednak odniósł poważną kontuzję kolana, która wyeliminowała go z profesjonalnego sportu.

Nesbø zajął się więc innymi rzeczami. Uzyskał stopień naukowy z ekonomii, zrobił profesjonalne kursy wspinaczkowe, parał się dziennikarstwem i maklerstwem giełdowym, a w końcu zaczął też występować jako wokalista w rockowym zespole Di Derre. Jego popisy możecie sprawdzić poniżej.

 

Nas jednak najbardziej interesuje to, co stało się później. W 1997 zadebiutował powieścią Flaggermusmannenu nas znaną jako Człowiek-nietoperz, czyli pierwszą książką o Harrym Hole (w tym miejscu należałoby podkreślić też, że nazwisko to czyta się mniej więcej jako „Hule„, „Hula” lub coś pomiędzy, a nie z angielska). Oprócz tego Nesbø wydał cykl książek dla dzieci pt. Doktor Proktor i zamierzał wydać trzy książki pod pseudonimem. Pierwszą z nich miała być Krew na śniegu.

W porównaniu do Policji i innych obszernych dzieł norweskiego autora, to jest wyjątkowo niewielkie – liczy jedynie 176 stron i wizualnie sprawia wrażenie, jakby wprawny czytelnik mógł połknąć powieść w jeden wieczór. Czy jednak warto? Chyba nie, bo oprócz intrygi kryminalnej, mamy tutaj duże pole do refleksji. Refleksji nad miłością, refleksji nad śmiercią i innymi rzeczami pomiędzy.

Nie to jednak najbardziej nas interesuje. W końcu w literaturze kryminalnej szukamy przede wszystkim tego, co stanowi jej kwintesencję – i u Nesbø oczywiście to odnajdujemy. Głównym bohaterem Krwi na śniegu jest Olav – facet, któremu nie brakuje poczucia humoru i zimnej krwi. W swoim fachu jest jednym z najlepszych, o czym doskonale wie każdy typ spod ciemnej gwiazdy w Oslo. A jaki to fach? Całkiem zwyczajny. Olav potrafi świetnie zabijać. Usuwa problemy tam, gdzie inni prawdopodobnie by sobie nie poradzili. Problemy zaczynają się dopiero, gdy dostaje zlecenie na pewną kobietę…

Siłą tej niezbyt rozbudowanej historii jest właśnie Olav. Norweskiemu autorowi po raz kolejny udało się skonstruować bohatera, który zapada w pamięć i jest niezwykle charakterystyczny. W tym przypadku otrzymujemy od Nesbø faceta z dużym dystansem do otaczającego świata – co jest zresztą całkiem zrozumiałe, biorąc pod uwagę, co jest dla Olava chlebem powszednim. Oprócz tego Nesbø sięgnął po najlepsze rozwiązania gatunku, mimo że nie miał zbyt wiele miejsca, by upchnąć je w fabule. Co mam na myśli? Oczywiście nagłe zwroty akcji, które wyjadaczy być może nie zwalą z nóg, ale z pewnością zaskoczą.

Do tego dochodzi Nesbøwski warsztat. Mimo że pisał tę książkę oryginalnie pod pseudonimem, widać wszystko to, za co go ceniliśmy – wprawdzie tutaj nie ma dużo miejsca na refleksję, ale wyrafinowany literacki styl jest dobrze odczuwalny. Może nie na tyle, by rozpoznać go, gdyby Nesbø rzeczywiście opublikował powieść jako Tom Johansen, ale jednak.

Krótko mówiąc – ta książka to świetny, niezobowiązujący kryminał. Nie ma tutaj wątków pobocznych, autor skupił się wyłącznie na tym, co dzieje się w głównym bohaterem. Dzięki temu Krew na śniegu czyta się szybko, a w zasadzie pochłania. Nic nie odwraca naszej uwagi od rozwoju fabuły, a po 176 stronach nagle przekonujemy się, że to już koniec i…

I musimy czekać na kolejną część. Tak, Krew na śniegu to początek trylogii – i jeśli wierzyć doniesieniom zza Morza Północnego, następne tomy są już gotowe i oczekują na rozwój wydarzeń w autorskiej szufladzie.

Na koniec dodam tylko, że to świetna książka, od której można zacząć przygodę z Nesbø. Jestem niemal stuprocentowo przekonana, że po tej lekturze sięgniecie po kolejne książki Norwega – lub wrócicie do nich, jeśli kiedyś mieliście z nim styczność, ale Was nie przekonał. Tutaj Jo w pigułce udowadnia, że jest jednym z najlepszych pisarzy kryminalnych w historii. Dwadzieścia trzy miliony sprzedanych książek zdają się to potwierdzać.

Żaneta Madej

Fragment powieści:

pdf-icon

 

Opis wydawcy:

Olav zarabia na życie jako płatny morderca. Nie ma przyjaciół ani rodziny. Pewnego dnia spotyka kobietę swoich marzeń, ale… Po pierwsze, ona jest żoną jego szefa. Po drugie, Olav właśnie dostał zlecenie, by ją zabić.

Ta niewielka powieść to kawał wyśmienitej pisarskiej roboty, która pokazuje, że nawet bez Harry’ego Hole Jo Nesbo wzbija się na wyżyny. „Tvedestrandsposten”

Wybuchowa mieszanka zbrodni i zemsty. „Independent”

Wielki finał jest krwawy, szalony i pełen czarnego humoru – to scena, za którą bracia Coen daliby się pokroić. „Vart Land”

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!