50 lat minęło jak jeden dzień… przynajmniej dla „Diuny” Herberta

Jedni twierdzą, że ta powieść zmieniła oblicze science-fiction. Inni, że to najlepsza książka, jaką w życiu czytali. Dla jeszcze innych to miejsce, od którego zaczęła się fascynacja fantastyką. Inni podkreślają, że gdyby nie Diuna, nigdy nie powstałyby Gwiezdne wojny. Jakieś inne opinie? Jeśli tak, to zapewne nie negatywne, bo głośna powieść Franka Herberta to dziś dzieło, które ma prawie samych zwolenników.

2341842209_78241919da_oGdybyście cofnęli się w czasie do 1959 roku i znaleźli we Florencji (a konkretniej miejscowości Florence w Oregonie), moglibyście trafić na pewnego jegomościa snującego się po okolicy w aviatorach od Ray-Bana i ubiorze przywodzącym na myśl armię. Napotkany mężczyzna byłby żywo zainteresowany sprawami związanymi z ochroną środowiska naturalnego (w 1959 roku, przypomnijmy) i pisałby właśnie o pewnych rządowych planach w tym zakresie.

Dlaczego to ważne? Ponieważ Florence w Oregonie to piaszczyste pustkowie, a tym jegomościem był Frank Herbert. Trudno przemieszczało mu się po tym terenie, więc wynajął cessnę, z pokładu której mógł obserwować, jak przemożną siłę stanowi wiatr w połączeniu z niekończącymi się pokładami piasku. Brzmi znajomo, prawda?

Herbert utrzymywał się z pisania od dziewiętnastego roku życia, ale dopiero w wieku 40 lat mógł powiedzieć, że jego zarobki starczą zapewne dla wnuków. Niewiele osób wie, że był bardzo zaangażowany w ówczesną politykę (m.in. pisał przemówienia dla republikańskiego senatora). Pozostawał pod dużym libertariańskim wpływem i nigdy specjalnie się z tym nie krył, umieszczając polityczne akcenty w swoich książkach.

To zresztą ten politycznie podszyty tekst o ochronie środowiska popchnął go do pisania Diuny. Zaczęło się od wizyty na „pustyni”, skończyło na solidnych badaniach zarówno samych pustynnych terenów, jak i ludzi je zamieszkujących. Czym to się skończyło? Oczywiście powieścią, którą każdy fan SF dobrze zna. Jednak łatwo nie było, bo zanim Herbert dostał nagrody Hugo i Nebula, musiał ścierpieć dwadzieścia odmownych decyzji od wydawców. W końcu Diunę przyjęła oficyna Chilton, która wydawała… hobbystyczne magazyny i inne tego typu pozycje. Dziś, 50 lat później, cała społeczność fantastyczna może być im wdzięczna za odwagę wydania nieznanego człowieka z dobrym pomysłem.

Źródło: The Guardian |Fot. Mathieu Thouvenin via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!