John Green – Papierowe miasta

John Green to niezaprzeczalny lider ambitniejszej literatury spod znaku young adult. Jego książki stały się już elementem popkultury amerykańskiej, ale nie i nie tylko. Zasięg świetnych powieści spod pióra Greena zwiększa się bowiem z każdym kolejnym miesiącem, a kolejne wielkie przyspieszenie przed nami – 31 lipca na ekrany polskich kin wejdzie ekranizacja Papierowych miast, książki z 2008 roku, która była trzecią w dorobku poczytnego autora.

Papierowe miasta-okl. filmowa-okl-wst-500_0Mimo że nie osiągnęła od razu globalnego sukcesu, w USA radziła sobie nadzwyczaj dobrze od samego początku. Dutton Books opublikowało ją 16 października 2008 roku i już w tym samym dniu uplasowała się na piątym miejscu listy bestsellerów New York Timesa w swojej kategorii. Rok później otrzymała prestiżową Edgard Award za najlepszą książkę YA. Green zaczerpnął inspirację do tej powieści podczas typowego amerykańskiego road tripu - w tym przypadku była to długa wycieczka przez Dakotę Południową. Już na wstępie widać więc, że mamy do czynienia z czymś, co będzie pretendowało do miana powieści drogi. Czy obroni się na tym polu? Nie będę budować suspensu – tak, broni się jak najbardziej.

John Green nie ukrywa w wywiadach przywiązania do podobnych dzieł wielkich amerykańskich pisarzy, Salingera czy Fitzgeralda. Ale żeby mówić o powieści drogi, oprócz samej klasycznej podróży potrzeba jeszcze przemiany wewnętrznej, rozwoju, dorastania… ewolucji mentalnej, którą przejdzie któryś z bohaterów. Tutaj to wszystko występuje, a co najważniejsze, Green serwuje nam to w sposób, który sprawia, że nie możemy odłożyć tej książki. Jest bowiem po prostu arcyciekawa. Autor z jednej strony położył nacisk na to, by pokazać rozwój głównego bohatera, kontrastując go z główną postacią kobiecą, z drugiej jednak zadbał o to, by żadnemu nastolatkowi nie zebrało się przy lekturze na ziewnięcie. To niewątpliwy atut Greena – i powód, dla którego wzbudza zazdrość wśród wielu pisarzy tego gatunku.

Obracając się w sferze young adult łatwo otrzymać łatkę banału. Nawet jeśli autor lub autorka ubierze go w dystopijną wizję przyszłości, średnio wytrawny czytelnik szybko przejrzy tę fasadę i dostrzeże uporczywie serwowane komunały. John Green jest pewniakiem, jeśli szukacie czegoś, co nie jest zbudowane z klisz. Jego proza jest świeża, dialogi żywe, a postacie w zasadzie same mogłyby wyjść z kart książki i żywcem wejść na kinowy ekran.

Na szczególną uwagę i pochwałę zasługuje Margo Roth Spiegelman, siła napędowa tej książki i jej największa niewiadoma. Dziewczyna jest typem buntowniczki, jednak tak, jak uprzedziłam – nie odnajdziemy tutaj klisz. Jeśli wydawało Wam się, że znaliście stereotyp takiej postaci, Green pokaże Wam, że byliście w błędzie. Ale dlaczego jest to postać tak wyjątkowa? Dlaczego jest motorem fabularnym powieści? Dlatego, że stanowi znak zapytania. Pewnego dnia Margo Roth Spiegelman po prostu znika, a wraz z nią ginie cząstka pewnego młodego człowieka, który ruszy jej śladem.

Nie znamy powodu, dla którego dziewczyna nagle postanowiła zniknąć. Nie wiemy, gdzie jest. Nie jesteśmy pewni, czy chce być odnaleziona, mimo że wszystko wskazuje na to, iż zostawia za sobą poszlaki. I w końcu nie mamy pojęcia, czy Quentin ją odnajdzie – a jeśli tak, to kogo w istocie spotka. Znaki zapytania się mnożą, przez co pędzimy przez powieść na złamanie karku. Mimo że nie ma tutaj wątków właściwych thrillerowi, John Green odnalazłby się świetnie w takiej konwencji. Doskonale buduje napięcie, choć często się o tym zapomina, podkreślając wymiar romantyczny czy refleksyjny jego książek.

O pierwszym z nich trzeba powiedzieć nieco więcej. Romans brzmi w gatunku YA znacznie groźniej, niż w pozostałych, ale u Greena znów otrzymujemy coś, co nawet nie ociera się o banał. Uczucia są tu prawdziwe, nieprzesłodzone, a w dodatku przybierają ciekawą formę – podobnie zresztą było w Gwiazd naszych wina. Relacja dwójki głównych bohaterów jest wyjątkowa i wydaje się, że nie mogłaby być powtórzona w jakiejkolwiek innej pozycji. I być to może to stanowi o jej sile.

Polecam Papierowe miasta każdemu, kto chce dobrze spędzić czas. To przede wszystkim świetna rozrywka, ale oprócz tego szansa na poznanie bardzo zgrabnego pióra Johna Greena i okazja do refleksji nad tym, dokąd zmierzamy, dlaczego w ogóle to robimy… i kim jesteśmy naprawdę. Do tego John Green dokłada solidną dozę humoru, więc możecie być pewni, że kąciki ust podczas lektury nieraz Wam się uniosą.

 

Żaneta Madej

Opis wydawcy:

Quentin Jacobsen – dla przyjaciół Q – ma osiemnaście lat i od zawsze jest zakochany w zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum.

Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi pokonać setki kilometrów po USA. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy. Czy dowie się, kogo szuka i kim naprawdę jest Margo?

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!