Blurby na książkach – skąd się wzięły?

Są tacy wydawcy, którzy twierdzą, że treść książki nie ma żadnego znaczenia, liczy się blurb na okładce. Zgodzą się pewnie z tym wszyscy ci, którzy czytali przeciętne książki wychwalane pod niebiosa przez takie sławy jak Stephen King, Lee Child czy Dan Brown. Samo słowo niedawno trafiło na polski rynek czytelniczy – wcześniej funkcjonowało jedynie wśród branży wydawniczej. Teraz używamy go jednak coraz częściej, więc warto przyjrzeć się zjawisku.

13539459235_da7cbdd3ba_hSam termin blurb ma różne znaczenia, ale ostatnio liczy się tylko z nich – słowo to oznacza krótkie polecenie książki na okładce, zazwyczaj pochodzące od innego autora lub znanej osoby. Zazwyczaj są one mocno zawyżoną opinią, ale dają też poczucie czytelnikowi, z jakim rodzajem prozy ma do czynienia – jeśli książkę poleca Lee Child, spodziewamy się sensacji; jeśli Dennis Lehane, powieści spod znaku mystery thriller. Nie wszyscy jednak doceniają ten element promocji – George Orwell krytykował blurby już w 1936 roku, uważając, że przyczyniają się do upadku książek. Czy jest to jednak zjawisko negatywne? Zastanówmy się…

Pierwsze blurby pojawiły się jako rezultat pozytywnych opinii – wyciągano z nich frazę lub dwie, a następnie umieszczano na okładce. Było to całkowicie zrozumiałe i pożądane, bo sprawiało, że czytelnik otrzymywał z recenzji to, co najbardziej go interesowało – jeśli książka była przełomowa, umieszczano fragment, który o tym informował, mając na uwadze, że przesada może odbić się czkawką zarówno wydawcy, jak i recenzentowi.

Branża rozwinęła się szybko i pojawili się nawet „zawodowi blurberzy”. Jednym z nich jest Gary Shteyngart, pisarz publikujący zarówno w literaturze faktu, jak beletrystyce. Oprócz tego, że napisał całkiem sporo książek, wymyślił jeszcze więcej blurbów. Obecnie doliczył się już stu pięćdziesięciu, a na serwisie Tumblr pojawiło się nawet konto, na którym znajdują się co ciekawsze.

Wydawcy nie wydają się jednak zainteresowani tym, jak blurby wpływają na odbiór i sprzedaż książek. Instytut Nielsena proponował niektórym przeprowadzenie takich badań, ale żadna z oficyn się na to nie zdecydowała. Zupełnie co innego twierdzą przedstawiciele firmy Codex Group, która przygotowuje badania dla danej książki przed jej wydaniem. Często grupie próbnej pokazywane są różne okładki z różnymi blurbami – i na podstawie efektów wydawca dokonuje ostatecznego wyboru.

Czy jednak krótkie polecenie powieści rzeczywiście ma takie znaczenie? Specjaliści uważają, że raczej nie. Kiedy czytelnik interesuje się książką na tyle, by blurb dostrzec, zapewne podjął już decyzję o tym, by ją zakupić. A zanim to zrobi, zwraca uwagę na inne rzeczy, jak okładka czy sam opis książki. Mimo wszystko autorzy, wydawcy i czytelnicy wydają się przekonani, że to krótkie zdanie jest nieodzownym elementem każdej głośniejszej pozycji. I nie zanosi się, by miało się to w najbliższym czasie zmienić.

Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że swoje blurby otrzymywali tacy klasycy, jak Walt Whitman. Ralph Waldo Emerson napisał na grzbiecie jego debiutanckiego dzieła: „Witam Was na początku wspaniałej kariery” – i okazało się, że miał stuprocentową rację.

Źródło: The NPR | Fot. Luca Barcellona via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!