Wyciek listy bibliotecznej Harukiego Murakamiego

Nie ma obecnie wielu autorów, którzy z jednej strony tak strzegą swojej prywatności, a z drugiej potrafią mimo to odnosić komercyjne sukcesy. Podkreśla się, że w dzisiejszym świecie autor musi być reklamą samą w sobie, ale zdarzają się jednostki, którą stają w kontrze do tego poglądu – jednym z takich pisarzy jest Haruki Murakami, który wyjątkowo strzeże swojej sfery osobistej.

Haruki Murakami's 1Q84Tym bardziej głośno jest o wycieku listy jego lektur. Brzmi to być może niewinnie, ale jeśli się nad tym zastanowimy, sprawa robi się dość poważna. A o co chodzi? Otóż jedna z gazet dotarła do listy książek, które Murakami wypożyczał z biblioteki, gdy był licealistą. Szybko zrobiono z niej użytek, publikując zdjęcia – co wywołało falę protestów bibliotekarzy, którzy domagają się poszanowania prywatności czytelnika.

Czy w takich sprawach można korzystać z ochrony prywatności? Czy Wy chcielibyście, by każdy mógł zobaczyć, co czytaliście będąc nastolatkiem? Te pytania zadajemy sobie nie tylko my, ale także bibliotekarze i czytelnicy na całym świecie. Stanowiska zajęło Stowarzyszenie Bibliotekarzy Japońskich, którzy twierdzą, że to pogwałcenie zasad i atak na sferę prywatności pisarza.

Kobe Shimbun, dziennikarz, który opublikował listę, ripostuje, że dobór lektur Murakamiego jest czymś, co powinno ujrzeć światło dzienne dla dobra publicznego. Nie dość, że inni mogą się nim zasugerować, to jeszcze stwarza to okazję, by przeanalizować rozwój kunsztu i warsztatu autora w zupełnie nowym świetle. Podkreśla, że Murakami jest znany z oczytania w literaturze angielskiej i amerykańskiej, ale obecność na liście Josepha Kessela pokazuje, że zna też dzieła francuskie – i to Shimbun podaje jako przykład, dlaczego lista powinna być publiczna.

A co czytał dziś sześćdziesięciosześcioletni pretendent do Nagrody Nobla? Cóż. Zainteresowanym z pewnością pomoże Google, ale zastanówmy się, czy nie ważniejsze są te lektury, które sami czytamy? Haruki Murakami nie komentuje sprawy.

Źródło: Japan Today | Fot. Pablo via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!