Nadchodzi rewolucja w świecie wydawniczym?

Najpierw self-publishing, vanity press i inne formy współfinansowania wydań, a teraz Patreon. Jeśli o nim nie słyszeliście, oznacza to najpewniej, że nie próbujecie wydać książki w USA. Tamtejsi debiutanci zapewne doskonale znają tę nazwę, a wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przynajmniej rozważali skorzystanie z dobrodziejstwa Patreonu.

5774597743_c57c6e4f9e_oA czymże on jest? Jak sama nazwa może sugerować, chodzi o pewien rodzaj patronatu nad książką, którą zamierzamy wydać. I wprawdzie wspomnieliśmy o debiutantach, ale nie oni jedyni są zainteresowani tą nową formą wydawniczą – formą, która sprowadza się właściwie do crowdfundingu.

Skorzystała z niej ostatnio N. K. Jemisin, pisarka fantasy, która w miesiąc zdołała uzbierać cztery tysiące dolarów (równowartość prawie 16 tys. złotych!). Dzięki temu mogła zrezygnować z pracy i zająć się na pełen etat pisarstwem. Z pewnością pomocny był fakt, że Jemisin debiutancką powieść ma już wydaną, a więc czytelnicy nie kupują kota w worku, mogą zawczasu sprawdzić, na jakim poziomie autorka tworzy.

A jak wygląda model Patreonu? Podstawowe wsparcie sprowadza się do tego, że fani co miesiąc wpłacają dolara na konto swojego ulubionego autora. W zamian za to pisarz odwdzięcza się w określony sposób – Jemisin na przykład wysyła… zdjęcia swojego kota (tym, którzy wpłacili dolara – za dwa dolary uzyskuje się dostęp do zamkniętego forum, a za pięćdziesiąt książkę z autografem). I jej pomysł chyba się sprawdza, bo ma 650 patronów.

Ale czy sprawdzi się dla innych? Trudno powiedzieć. Idea z pewnością jest ciekawa, ale przy nieznanych nazwiskach i debiutantach z pewnością nikt nie będzie mógł liczyć na takie wsparcie, jakie udało się zdobyć uznanej już autorce. Tak czy inaczej warto przyglądać się temu, co dzieje się na Patreonie, bo z pewnością jest to trend, który będzie się rozwijał.

Źródło: Bookriot | Fot. Patrick via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!