Stefan Ahnhem – Ofiara bez twarzy

Ma czterdzieści dziewięć lat, a w swoim rodzimym kraju (Szwecji) dał się poznać przede wszystkim jako scenarzysta. I to nie byle jaki, bo kojarzy z adaptacją wybitnych dzieł. Jakich? Wystarczy spojrzeć na tytuł debiutanckiej powieści Ahnhema, chwilę się zastanowić, a odpowiedź powinna przyjść sama. I jeśli Ofiara bez twarzy skojarzy Wam się z pierwszym tomem serii o Wallanderze Henninga Mankella, to trafiliście w dziesiątkę (jego książka, gwoli ścisłości, to Morderca bez twarzy).

4b6b584a904bed9f2a196db0308d4ee9_fullCzy coś więcej trzeba podkreślić na wstępie? Może tylko to, że pierwszy kryminał Ahnhema był wyczekiwany już od momentu, kiedy pojawiły się pierwsze wieści na ten temat. Oczekiwania czytelników były duże, a szwedzki wydawca systematycznie je podsycał, twierdząc, że scenarzysta Wallandera stanął na wysokości zadania i stworzył dzieło godne samego mistrza Mankella. Czy tak rzeczywiście się stało? Na razie niech za odpowiedź świadczy fakt, że prawa do tłumaczenia Ofiary bez twarzy sprzedano już do kilkunastu krajów, na horyzoncie pojawiła się opcja na ekranizację, a sam Stefan Ahnhem pisze już… trzecią część swojej serii. I dobrze. Byle tylko się pospieszył!

Urodzony w Sztokholmie pisarz w wywiadach podkreśla, że nigdy nie planował kariery pisarskiej – przeciwnie, w dzieciństwie raczej trudno przychodziło mu składanie słów w zdania. Należy być mu jednak wdzięcznym, że ostatecznie zdecydował się na ten fach, bo serwuje nam kryminalną rozrywkę najwyższych, o jaką coraz trudniej w zalewie skandynawskich pozycji z tego gatunku. A jeśli obawiacie się, że to człowiek, który z przypadku zajął się pisaniem, to warto wiedzieć, że wszelka rezerwa jest nieuzasadniona – na dowód tego niech świadczy fakt, że związek zawodowy pisarzy szwedzkich już jakiś czas temu powierzył Ahnhemowi miejsce w zarządzie tej organizacji.

Ale starczy suchych faktów – tym bardziej, że przed nami soczysta lektura. Ofiara bez twarzy to kawał dobrej literatury z pogranicza klasycznego skandynawskiego kryminału i amerykańskiego thrillera. Mamy tutaj wracającego w rodzinne strony policjanta, który zaczyna zajmować się sprawą dotykającą jego własnej przeszłości. Przepis na ciekawą fabułę? Niekoniecznie, ale w przypadku Stefana Ahnhema z pewnością! Z każdym kolejnym rozdziałem pokazuje nam bowiem coraz więcej mroku, który tkwi od lat w społeczności Helsingborga. I wprawdzie podsuwa nam przy tym wiele wskazówek (głównie za pomocą dziennika prowadzonego przez pewną postać), ale nie na tyle, byśmy sami zgadli, kto i dlaczego morduje. Przeciwnie, autor zwodzi nas za nos, pozwala sądzić, że rozwikłaliśmy zagadkę, po czym okazuje się, że to on jest górą w śledczym starciu pisarza z czytelnikiem. A takie sytuacje uwielbia każdy czytelnik kryminałów.

Oprócz niespodziewanych zwrotów akcji i ciekawie prowadzonej fabuły, widać także doskonałe przygotowanie warsztatowe. Ahnhem musiał poświęcić wiele czasu i energii, by przestawić się z suchego języka scenariuszy na soczysty język powieściowy – i udało mu się to zrobić z wielkim kunsztem. Wszystko jest zatem doskonale wyważone – forma nie przyćmiewa treści, ani odwrotnie. Biorąc do rąk Ofiarę bez twarzy czytelnik może być pewny, że czeka go wiele godzin kryminalnego ucztowania, a na koniec tak smaczny deser, że całość zapadnie nam w pamięć na długo.

Zapomnijcie o Dziewczynie z pociągu i wszelkich pochodnych. Ofiara bez twarzy wstrząśnie Wami znacznie mocniej!

JJ

Opis wydawcy:

Wciąga bardziej niż Nesbø. Złowrogi bardziej niż Larsson. Mroczniejszy od Mankella. Dynamiczny skandynawski kryminał, w którym wszystko jest na swoim miejscu”. – Tony Parsons

„To mroczna opowieść. Zaskakująca, trzymająca w napięciu, rozgrywająca się w cieniu zdarzeń z przeszłości. Przeczytałem ją jednym tchem”. - Åke Edwardson

„Ostrzeżenie: opisany w tej książce pościg za seryjnym zabójcą, utrzymany w duchu Milczenia owiec, może powodować poważne problemy z zaśnięciem”. - Mons Kallentoft

Dwudziestu absolwentów i nieuchwytny  przestępca 

W szkolnej pracowni stolarskiej zostają znalezione zwłoki brutalnie zamordowanego nauczyciela. Obok ciała leży stare zdjęcie klasowe z przekreśloną głową zabitego.

Fabian Risk – po wielu latach pracy w sztokholmskiej policji – wraz z rodziną przenosi się do rodzinnego Helsingborga. Ledwo wprowadza się do nowego domu, a już zostaje wezwany na miejsce zbrodni. Zabity nauczyciel to jego dawny kolega z klasy. Szybko staje się jasne, że zabójca postępuje zgodnie z drobiazgowym planem. Na liście ma więcej osób. Kto będzie następny?

Fabian wpada w skomplikowane śledztwo, które budzi w nim wspomnienia z czasów szkolnych, pełne obrazów brutalnego znęcania się nad jednym z uczniów. Nie ma powodów do dumy. Wkrótce sprawy przybierają tak nieoczekiwany obrót, że nikt nie potrafi odgadnąć, co tak naprawdę się dzieje.

Ofiarą bez twarzy doświadczony scenarzysta Stefan Ahnhem wynosi szwedzki kryminał na wyższy poziom. Inteligentnie łączy w tradycyjnym kryminale thriller psychologiczny z opowieścią o seryjnym zabójcy w iście amerykańskim stylu. Jak sam mówi: „Zajmuję się pisaniem scenariuszy filmowych od ponad dwudziestu lat i wiem, co sprawia, że historia jest dobra i jak ją opowiedzieć w najciekawszy sposób”.

Książka ukaże się w 12 krajach, sprzedano także prawa do ekranizacji. Wśród swoich najważniejszych inspiracji Ahnhem wymienia Henninga Mankella i Stiega Larssona. Ale zachwyca go też pisarstwo Philipa K. Dicka – to dzięki niemu wciągnęło go opowiadanie historii. Podziwia także książki Gillian Flynn.

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!