Zanim Abraham Lincoln stał się prezydentem, napisał kryminał

Amerykańscy prezydenci znani są z tego, że sporo czytają, zapraszają pisarzy do Białego Domu i publicznie podają listę swoich lektur. Niejeden wyrażał zamiłowanie do Nelsona DeMille, Jamesa Pattersona, Stephena Kinga czy innych znanych amerykańskich autorów. Niewielu jednak próbowało swoich sił jako pisarze – okazuje się jednak, że za pióro złapał Abraham Lincoln. I napisał kryminał. W dodatku całkiem niezły, jeśli wierzyć recenzentom.

4134057215_fcff308b05_oStało się to zanim został szesnastym prezydentem USA. Były lata czterdzieste dziewiętnastego wieku, Lincoln pracował jako prawnik… przynajmniej za dnia. Noce poświęcał na rozwijanie swoich pasji, a że był wielkim fanem Edgara Allana Poe’go, jedną z nich stanowiła literatura kryminalna. Zaplecze Lincoln miał całkiem niezłe, praktykował bowiem prawo od lat i na sali sądowej poznał wiele ciekawych historii, które mógł przełożyć na powieść.

W 1846 roku w końcu postanowił zabrać się do roboty. Zasiadł do spisywania historii, której fabułę oparł o realną sprawę sądową, w której brał udział. Ostatecznie ukazała się ona w lokalnej gazecie, „The Quincy Whig”. Niestety przyszły prezydent USA najwyraźniej do pisania nie był stworzony, bo jego publikacja przeszła bez echa. Nikt jednak nie odbierze mu tego, że wśród całej rzeszy piszących, on doczekał się publikacji swojej twórczości.

Współcześni recenzenci podkreślają, że Edgar Allan Poe to może nie jest, ale Lincoln z pewnością miał pewien potencjał. Dodają także, że suspens zastosowany został w odpowiedniej dawce, a tajemniczość fabuły sprawia, że chce się poznać całą historię. Do tego dochodzą ciekawe twisty fabularne i intrygujący zamysł – opiera się on na sprawie spadkowej, w której dwaj bracia chcą przejąć majątek po zmarłym. Tyle że tak naprawdę nie wiadomo, czy zmarły w istocie… zmarł. Pojawiają się bowiem świadkowie, którzy twierdzą, że ma się całkiem dobrze i żyje w innym mieście.

W erze przed internetem i telefonią komórkową zweryfikowanie całej tej sytuacji rzeczywiście może nastręczać problemów – szczególnie ławie przysięgłych, która musi postanowić, czy przyznać wnioskodawcy spadek, czy nie. A więc de facto przesądzić, czy spadkodawca wciąż żyje.

Brzmi całkiem ciekawie, ale chyba nie tak ciekawie jak to, co znajdziemy w biografii autora…

Źródło: AM Reading | Fot. Ben C.K. via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!