Czego naprawdę boi się Stephen King?

To pytanie pojawia się w wielu wywiadach. Ze względu na to, że King od dziesięcioleci bezkarnie straszy Amerykanów, ci często chcą wiedzieć, czego boi się on sam. Czasem wspomina o pająkach, czasem o wystąpieniach publicznych, czasem o lataniu samolotem czy hipotetyczną możliwością, że po powrocie do domu za kurtyną w wannie będzie czaił się morderca… Zdarza mu się też wspomnieć o tym, że prawdziwą zgrozą przepełniają go występy w telewizji śniadaniowej na żywo.

7634622516_06fd4aca30_kPodczas ostatniego festiwalu, o którym już w tym tygodniu wspominaliśmy, zdradził jednak nieco więcej. Powiedział mianowicie, że ponad wszystko przeraża go pewna wizja – a wizją tą jest prezydentura Donalda Trumpa. Nie jest to niespodzianką, biorąc pod uwagę, że King jest zadeklarowanym demokratą – i lubi pożartować. Tym razem podkreśla jednak, że mówi śmiertelnie poważnie. Dodaje także, że czas na żarty dawno się skończył.

W swoim wystąpieniu otwierającym National Book Festival rozluźnia jednak atmosferę, mówiąc, że przewidział wzrost popularności Trumpa. W książce Martwa strefa (kto czytał, ten zapewne się uśmiechnął). Analizując przyczyny wzrostu popularności tego polityka, King zwrócił uwagę na to, że spada poziom czytelnictwa w Stanach – i to „czytelnictwa rozrywkowego”, dla czystej przyjemności. To jego zdaniem powoduje, że społeczeństwo staje się mniej uważne, a ponad wszystko traci „węch, który pozwala wyczuć gównoprawdę”.

King nie jest też zbyt zagorzałym zwolennikiem Hillary Clinton – na jej miejscu chętniej widziałby innego polityka. Zapowiedział także to, o czym mówi teraz wielu Amerykanów – jeśli Trump wygra, przeniesie się do Kanady.

Źródło: The EW | Fot. Stephanie Lawton via flickr

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!