Scalzi o przyszłości literatury: chcę być jak karaluch

John Scalzi znany jest chyba każdemu, kto gustuje w literaturze spod znaku fantastyki naukowej. Krytycy chwalą go za dystans, humor, ale przede wszystkim kunszt i powiew świeżości, który swoimi książkami wprowadził do SF. Teraz sam Scalzi zabiera głos w sprawie przyszłości gatunku, a robi to przy okazji podpisania z wydawcą umowy, która połączy obie strony na dziesięć lat.

27120693842_448487de29_bO Scalzim nie po raz pierwszy robi się głośno w związku z tego typu okazją. Dwa lata temu podpisał umowę opiewającą na niemal trzy i pół miliona dolarów z Tor Books – sprowadzała się do tego, że miał opublikować 13 książek w ciągu dekady. Teraz autor idzie jeszcze dalej, związując się z jednym wydawcą nie na określoną liczbę tytułów, a lat.

Zaczynał niepozornie – do pierwszej książki nie mógł przekonać żadnego wydawcy, więc opublikował ją na swojej stronie internetowej. Dostęp był darmowy, ale czytelnicy mogli wpłacać określone kwoty na jego konto, jeśli powieść przypadła im do gustu – w ten sposób zarobił około cztery tysiące dolarów. W ten sam sposób zaczął „wydawać” Wojnę starego człowieka, która ostatecznie trafiła na rynek jako jego literacki debiut, zjednała mu spore grono fanów i zdobyła wiele nagród literackich w świecie SF.

A jak tak mocno osadzony w literaturze fantastycznej pisarz zapatruje się na przyszłość? Podkreśla, że nie bez powodu podpisał kontrakt na dziesięć lat – jest bowiem przekonany (i jego wydawca także), że przez ten okres nadal będą spokojnie robić to, co robią do tej pory. Mimo pędu technologicznego, mimo wszystkich zmian na świecie, książki według Scalziego nie stracą racji bytu, bez względu na formę, jaką przyjmą.

A formy mogą być różne – i będą ewoluowały tak, jak ewoluował świat. W tym kontekście Scalzi niektórych autorów nazywa dinozaurami, innych ssakami, a jeszcze innych karaluchami. Ci pierwsi mają trzymać się utartych form i kanałów dystrybucji, ci drudzy podążać za nowymi trendami. On sam chce być jak ci, którzy znajdują się w trzeciej grupie. Twierdzi bowiem, że karaluch przetrwa wszystko – bo jest gotów wypróbować wszystkiego, sprawdzić, co się przyjmie, a potem pójść tą drogą.

Źródło: The Verge

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!