Jack Reacher wreszcie wraca do domu

Stephen King stwierdził kiedyś, że Jack Reacher nie ma sobie równych wśród bohaterów współczesnego thrillera. Tyle tylko, że postać stworzona przez Jima Granta (zaraz, zaraz, kogo? Wszyscy znamy go raczej pod pseudonimem Lee Child) występuje w dziewiętnastu powieściach i kilku opowiadaniach. Czy można generalizować, przypisując słowa mistrza horroru do każdej z książek?

I tak, i nie.

187517_nigdy-nie-wracaj_339Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy. Jack Reacher generalnie się nie zmienia, co najwyżej ewoluować mogą nasze gusta czytelnicze. Jeśli lubimy mieć do czynienia z gościem, który potrafi władować się w najgorszą kabałę, a potem wyjść z niej obronną ręką, naciągając przy tym prawidła logiki, to absolutnie – Jack Reacher nie ma sobie równych.
Wiem, na pierwszy rzut oka nie wygląda to najlepiej. Ale nic bardziej mylnego – sięgając po Lee Childa nie spodziewam się przecież wiernego odwzorowania realiów. Chcę mieć do czynienia z gościem, który wywróci do góry nogami cały świat, byleby zrealizować coś, co sobie ubzdurał. Jedyne, czego bym nie zniosła, to absurdalna deus ex machina, na którą Lee Childa stać. W tym przypadku jednak nie musimy się o to obawiać.

Przed premierą postawiliśmy pewne pytanie, pisząc o książce tak:

Jack Reacher ma to do siebie, że potrafi być gburem. Potrafi też postępować jak stereotypowy twardziel z filmów sensacyjnych ubiegłego wieku. Z drugiej strony, potrafi rozbroić nas celną ripostą, bezpośredniością i przebiegłością. Przede wszystkim jednak potrafi podjąć decyzję na podstawie impulsu, powodowany chwilą.
Tak też się stało w tym przypadku. Reacher nigdy nie widział na oczy nowej dowódcy swojego starego oddziału żandarmerii. Nie przeszkodziło mu to jednak w złożeniu jej brzemiennej w skutkach obietnicy. Spodobał mu się ton jej głosu. Wracając do swojej jednostki, nie mógł przypuszczać, co czeka go na miejscu.
Lee Child podkreślał przed premierą tej książki, że jest ona w pewnym stopni unikalna – oto obserwujemy jak Jack Reacher wraca do swojego dawnego świata. Ponownie wchodzi w szeregi 110-tej jednostki specjalnej żandarmerii wojskowej, i nigdy nie widzieliśmy, by był bliżej domu. Wydaje się też, że tytuł książki jest symptomatyczny.
Nigdy nie wracaj jest osiemnastą książką o Jacku Reacherze – i co by o serii nie mówić, trzeba przyznać, że Child wykreował bohatera-ikonę. Jego charakteru i błysku nie potrafi oddać Tom Cruise – nie potrafi też go skopiować żaden pisarz, choć niejeden próbował. Jeff Ayers z The Huffington Post podkreślał po premierze, że jest to jedna z najlepszych książek w dorobku Childa.
Czy zasłużenie? Przekonamy się 5 marca.

I przekonaliśmy się.
Moim zdaniem opinia Ayersa była trafna. Nie jest to najlepsza książka o Reacherze, ale z pewnością jedna z najlepszych. Niech o tym świadczy fakt, że zbliża się ekranizacja, w której po raz kolejny zobaczymy niepasującego do roli Cruise’a.
Ale przejdźmy do konkretów. W Nigdy nie wracaj dostajemy to, co zwolennicy Reachera lubią najbardziej – zaczyna sie enigmatycznie, nie wiadomo o co chodzi, dlaczego nasz ukochany protagonista jest nękany przez los, ani jak się ze swoich problemów wygrzebie. Jedno jest jednak pewne – w końcu się wygrzebie. W tym sensie początek jest nieco zbliżony do pierwszej powieści w całej serii, choć od razu należy nadmienić, że Lee Child prowadzi tutaj narrację trzecioosobową, a nie pierwszo-, jak miało to miejsce w Poziomie śmierci. Po co ten zabieg? Po to, by pokazać sceny z Romeo i Juliet – dwoma facetami, których tożsamości nie znamy, i którzy knują przeciwko naszemu bohaterowi. Moim zdaniem nie było to konieczne, wiele nie wnosi, a spowalnia przy tym akcję. Szczęśliwie, podrozdziały z tymi personami są dość krótkie.

Zwolnienie akcji. To mój główny (i chyba jedyny) zarzut pod adresem autora. Nie mam nic przeciwko, gdy Lee Child odchodzi od napięcia, uciekając w dialogi. Uważam, że jest jednym z kilku pisarzy, którzy potrafią robić to świetnie. Reacher ma swój niepowtarzalny styl, który przekłada się na interakcje z każdym jednym bohaterem, czyniąc z niej błyskotliwą wymianę ciosów. Ale w Nigdy nie wracaj akcja spowalnia często właśnie nie ze względu na dialogi, a rys sytuacyjny. Jedna, krótka scena potrafi ciągnąć się przez kilka stron, mimo tego, że przesadnie istotna nie jest.

Ale to jeden minus, przy natłoku plusów. Powrót Reachera do jednostki ma w sobie coś więcej, niż zwykła sentymentalna podróż. Jego pojawienie się uruchamia ciąg zdarzeń, który zapewni nam naprawdę dobrą rozrywkę. I mimo tego, że wiemy, iż Reacher będzie wgniatał blachy samochodów głowami swoich oponentów, przerzucamy strony z wypiekami na twarzy.

Wielu mówi, że to typowy amerykański superhero, ale ja nigdy się z tym nie zgadzałam i nigdy się nie zgodzę. Owszem, jest gburem. Owszem, potrafi ubić dwóch przeciwników bez użycia rąk. Ale robi to w swój niepowtarzalny sposób… kopiąc ich w krocze. To jest Jack Reacher. I niech nigdy się nie zmienia.

Zarys fabuły przeczytać można na stronie wydawcy.

Żaneta Madej

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!