Polak wydaje na książki dwie dychy rocznie. No i co?

Twitter zawrzał. Artykuł na ksiazka.net.pl cytujący artykuł na podatki.biz.pl (szkoda, że nie wpisali prawidłowo źródła i nie dali hiperłącza, ale nic to – dla zainteresowanych: podatki.biz) wprawił nas wszystkich w osłupienie.  Podnieśmy larum i sypmy głowy popiołem, że jako Naród nie jesteśmy w stanie wykręcić lepszych bzdurnych statystyk. Jest źle, będzie gorzej. W dodatku cały czas mamy tę cholerną pięcioprocentową stawkę VAT, zamiast zeroprocentowej.

Przeciętny Polak wydaje na książki rocznie 19,4 zł.

No tak.

I co z tego? Jaki cel jest w podawaniu takiej statystyki? Nie bardzo rozumiem, co ma wykazać. W prawie czterdziestomilionowym kraju jest to tak absurdalne, jak powiedzenie, że rocznie przeciętny Polak wydaje na awokado 30 złotych. Nic to, że większość nie je awokado. Po co brać pod uwagę tylko tych, którzy jedzą? Wrzućmy lepiej wszystkich do jednego worka, wyjdzie nam z tego zatrważająca statystyka i będziemy mogli polamentować wspólnie.

Ja nie lubię awokado. Lepiej moim zdaniem smakuje namoknięty papier. Tak samo ktoś może nie lubić książek. Może woleć telewizję, może woleć kino, może woleć cokolwiek, co przynosi mu jakieś oderwanie od rzeczywistości. Dlaczego więc włączać go do takich zbiorczych statystyk?

Postawiłam retoryczne pytania, na które wszyscy znacie odpowiedź.

Jeśli jesteście zainteresowani zgłębieniem tematu, w przeciwieństwie do rzeczonego portalu (który ma problemy z linkowaniem), odsyłam Was do treści samego raportu. Interesujące nas kwestie zaczynają się na stronie 43. Znajdziecie tam też trochę informacji na temat tego, dlaczego mamy obecnie stawkę 5, a nie 0% na książki i czasopisma.

Żaneta Madej

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!