Zaczytane snoby?

mocnosubiektywna
 

Nosiłam się z zamiarem napisania tego tekstu już od jakiegoś czasu. Ciągle jednak nie mogłam się za to porządnie zabrać, szukałam sobie wymówek i wywijałam się brakiem czasu. Dzisiaj – z racji tego, że czasu wolnego od dwóch dni mam aż nadto – w końcu skończyły mi się wykręty (wszystko jest lepsze niż sprzątanie).

Często wspominacie innym o książkach, które aktualnie czytacie? Czy w ogóle wspominacie o tym, że czytacie? Ostatnio zauważyłam, że czytających i nieczytających można zaszufladkować w paru grupach. Przyznaję też, że wiek potencjalnego czytającego/nieczytającego ma na ich reakcję duży wpływ.

Czytających dzielę na trzy grupy: snobów, neutralnych i nieśmiałych. Snobów po prostu nie znoszę… Rozumiem, że literatura, tak jak muzyka, dzieli się na tą poważną i popularną. Zdaje sobie też sprawę, że czytanie Homera wymaga od naszego umysłu więcej wysiłku i wiedzy niż lektura Zmierzchu. Ale gdy widzę pobłażający uśmieszek na ustach takiego snoba gdy mówię, że owszem czytam, ponoć nawet sporo, ale trzymam się raczej fantastyki i „lekkiej” literatury, krew się we mnie gotuje. Tym bardziej, że taka osoba z reguły wynosi z lektury tylko to, co podpowie jej opracowanie lub streszczenie i w kółko powtarza przemyślenia innych. A mimo wszystko uważa się za czytelnika lepszego. Jakim prawem? Ważny jest sam fakt czytania, miłość do książek, a nie podział na literaturę lepszą czy gorszą.

Neutralne osoby po prostu czytają i czerpią z tego przyjemność. Nieważny jest gatunek, czy długość danego tytułu, ważne, że ma się na ten tytuł ochotę. Czasami o konkretnej książce wspomną, jeżeli tak potoczy się rozmowa, czasami zaproponują wymianę. Ogólnie przyjemni i nieszkodliwi.

Nieśmiali zastanawiają mnie najbardziej. Sama do nich kiedyś należałam… Często nie przyznają się przed nikim, że czytają książki, a gdy ten fakt sam wypłynie, wstydzą się i chowają po kątach. Czytanie jest dla nich czymś wstydliwym, uważają, że lepiej się nie wychylać bo ani to modne, ani nie przysporzy popularności. Przecież więcej osób z uwagą słucha o ostatniej imprezie niż o nowej książce. Chociaż tutaj niedługo będę musiała zrobić poprawkę, lub dodać nową kategorię, bo czytanie o dziwo robi się trendy. Więc czy nieśmiali nie przyznają się do swojej pasji przez brak atrakcyjności hobby, czy przez czystą nieśmiałość, ciężko stwierdzić. Jednak powrót czytelnictwa do łask ma tyle samo plusów, co minusów, i tak jak wszędzie zaczynają pojawiać się osoby, które za modą podążają kompletnie tego nie czując. Czy to źle, czy dobrze, stwierdźcie sami.

Natomiast sprawa z osobami, które nie czytają ma się zupełnie inaczej…. Mój narzeczony należy według mnie do kibiców. Sam jedną książkę czyta od roku (jest może na 20 stronie) i to może druga czy trzecia książka w jego życiu. Jednak za każdym razem, gdy widzi mnie z książką, uśmiecha się i dba o to by nasz Szkodnik dał mi chwilę spokoju. Cieszy się z każdej nowej książki tak samo jak ja i zastanawia się, gdzie wcisnąć kolejną półkę na książki (bo obecna odmówiła współpracy). Spotkałam w swoim życiu już parę takich osób; nie czytają, jednak kibicują czytającym i wspierają ich, gdy mają taką okazję. Potrafią nawet wysłuchać monologu o czytanej książce udając zainteresowanie.

Po przeciwnej stronie znajdują się szydercy. Osoby uważające, że czytelnicy muszą mieć kiepskie życie towarzyskie i od razu przyczepiają im łatkę mola książkowego. To przez takie osoby w okresie dorastania ukrywałam swoją miłość do książek. Nie rozumieją i nigdy nie zrozumieją przyjemności, jaką może dać chwila wytchnienia z dobrą lekturą. Im jestem jednak starsza, tym rzadziej spotykam takie osoby. Nie wiem tylko, czy wpływ na to ma większa świadomość przy zawieraniu nowych znajomości, czy tolerancja, której z wiekiem każdy się uczy. Kiedyś, podczas jednej z zakrapianych imprez właśnie z takimi szydercami, po którejś z kolei butelce wspomniałam o tym, że pożyczyłam bratu „Siewcę Wiatru” Kossakowskiej i mam marne szansę na odzyskanie ukochanej książki. Okazało się, że połowa z moich znajomych skrycie, tak jak ja, uwielbia książki, tylko się do tego nie przyznawała bo „jakoś tak głupio i nie było okazji”. Więc szyderca może okazać się ukrytym nieśmiałym.

Oczywiście są też tacy, którym jest zupełnie wszystko jedno – jednak nawet oni oscylują gdzieś między tymi dwoma kategoriami. A wy do jakiej kategorii należycie?

Przyznaję się, że mi wiele lat zajęło przygotowanie się do czytelniczego coming outu. Stało się to w momencie gdy z nieśmiałej szarej myszki zaczęłam nabierać pewności siebie, a odkąd założyłam swój własny blog i trafię na odpowiedniego rozmówcę, potrafię nawijać o książkach aż zaschnie mi w gardle. ;)

 
mocnosubiektywna-pod

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!