Evan Currie, Odyssey One – tom pierwszy i drugi

Kim jest Evan Currie? Wielbiciele gatunków space opera i military SF z pewnością znają to nazwisko. Nieobce jest także tym, którzy cenią sobie alternatywną historię, bo i w tym gatunku Currie się porusza. Zaczynał od technothrillera – i był self-publisherem, do których z zasady podchodzę z nieco większą nieufnością niż do autorów, którym udało się wziąć szturmem uwagę redaktorów w którymś wydawnictwie. Ale niech proza broni się sama, weźmy książkę do ręki…

odyssey_one-drageus-ebook-cov

Korzystając z najnowszej technologii, umożliwiającej podróże międzygwiezdne, okręt badawczy „Odyseja” wyrusza w dziewiczy rejs. Lecz kosmos nie jest tak pusty, jak może się wydawać z perspektywy naszej planety. „Odyseja” trafia prosto w środek konfliktu między dwoma rasami. Załoga okrętu staje w obliczu śmiertelnie groźnego, bardzo potężnego i znakomicie wyposażonego przeciwnika. Dysponuje o wiele mniej zaawansowaną technologią, lecz musi sobie radzić za pomocą tego, co posiada. Ale czy podoła wyzwaniu? I jakie będą konsekwencje poczynań Ziemian? Czy odwaga, poświęcenie i ludzka inteligencja są w stanie zniwelować dystans cywilizacyjny?

Lasery, torpedy impulsowe, ataki i uniki, gonitwy myśliwców, krwawe starcia na powierzchni planety… Akty odwagi i poświęcenia. Wszystko to znajdziesz w pierwszej części cyklu stworzonego przez Evana Currie. Autor w doskonały, wręcz magnetyzujący sposób przedstawia dokładnie przemyślane uniwersum i świetnie prowadzi akcję, sprawiając, że trudno oderwać się od książki, a po zakończeniu ma się ochotę na więcej… i jeszcze więcej.

Pierwszy tom Odyssey One, Rozgrywka w ciemno, reklamowany jest więc jako militarne science-fiction z elementami eksploracji kosmosu. I jest to opis trafny, bo mamy tu zarówno zagadkę, tajemnicze rasy, jak i starcia w przestrzeni kosmicznej. Słowem, wszystko co chcielibyśmy otrzymać po takiej zapowiedzi. Ale zanim przejdziemy do konkretów, spójrzmy jeszcze na stronę graficzną pierwszego tomu, bo w gatunku SF jest to być może ważniejsze, niż w innych – daje pojęcie o tym, jakiej formy kosmicznej przygody możemy się spodziewać. Sferą tą zajmuje się Agencja Motoko, która odpowiedzialna była także za serię Star Carrier wydawaną przez Drageus Publishing House. O ile powieści Douglasa wyglądały przyzwoicie, o tyle książki Curriego nie pozwalają przejść obok nich obojętnie. Cudowna kolorystyka, świetny klimat, a przede wszystkim dopasowanie do atmosfery, jaki panuje na kartach Odyssey One.

Jaka to atmosfera? Już od pierwszych stron czujemy, że będzie zagadkowo. Tytułowy okręt, „Odyseja”, natrafia na nieznaną rasę, która zdaje się mieć wiele wspólnego z naszą własną. Niedopowiedzeniem byłoby stwierdzenie, że misja statku przyjmuje historyczny charakter – „Odyseja” trafia w sam środek galaktycznego konfliktu, i bynajmniej nie pozostaje bierna. Rozgrywka w ciemno stawia wiele znaków zapytania, a zakończenie sprawia, że musimy sięgnąć po kolejną odsłonę tej wędrówki między gwiazdami – W samo sedno.

odyssey_one_tom_2_w_samo_sedno-drageus-ebook-covTa rzeczona wędrówka między gwiazdami przywodzi na myśl kultowy serial, który zna każdy fan science-fiction. Czy jest to skojarzenie prawidłowe? Mam wrażenie, że sam Evan Currie jeszcze przed rozpoczęciem pisania postawił sobie na cel, żeby tak było. W miarę jak akcja nabierała tempa, zmienił się jednak kierunek, w którym udała się „Odyseja”. Jest tu dużo więcej kosmicznych batalii, a mniej dyplomacji – więcej charakterności rodzaju ludzkiego, niż w Star Treku. Znajdzie się oczywiście miejsce dla pewnych refleksji, choćby klasycznych – na temat tego, czy należy ingerować w rozwój innych ras. Motyw ten – choć wałkowany do bólu – nadal pozostaje obiektem rozważań nie tylko postaci na kartach książek, ale także czytelników.

Podczas lektury pierwszego i drugiego tomu nie można oprzeć się wrażeniu, że Evan Currie sam był na pokładzie „Odysei”. Zna wszystkie systemy, bezbłędnie kreśli działanie całego arsenału, a napęd statku jest skonstruowany tak, że wydaje się, iż kiedyś powstanie naprawdę. Warstwa technologiczna to ogromny plus tej książki, Currie może mierzyć się w tym względzie z najlepszymi – w dodatku jego opisy nie nużą, a zarazem są wyczerpujące. Poznając to, co skreślił piórem autor, oczyma wyobraźni bez trudu dostrzeżemy świat, w którym porusza się statek. Prawdziwy majstersztyk, gdy chodzi o powieści tego typu.

Nieco gorzej wypadają postacie, można poza protagonistą, Erikiem Westonem. Na załogę „Odysei” składają się żołnierze z krwi i kości – nie dane nam więc będzie poznać ich dogłębnie. Będą przede wszystkim grupą bohaterów, którzy stanowią dodatek do fabuły, bo to ona gra tu pierwsze skrzypce. I prawidłowo! Od militarnego SF nie oczekuję głębokiego rysu charakterologicznego postaci – chcę emocji, akcji i bitew w przestrzeni kosmicznej, które na długo pozostaną w pamięci.

A to z kolei następny duży plus tej książki. Kosmiczne batalie rozgrywają się nie na kartach powieści, a w wyobraźni czytelnika. Evan Currie ma dar plastycznego, nienużącego opisywania takich starć, na co wpływ z pewnością ma jego dotychczasowy dorobek – seria Warrior’s Wings to również militarne SF w pełnym tego słowa znaczeniu. W tym względzie Currie dysponuje fantastycznym warsztatem, choć by go poznać, musimy zagłębić się w tę historię – Rozgrywka w ciemno nie oferuje takich emocji od samego początku, ale naprawdę warto poczekać te 100 stron, zanim akcja na dobre się rozpędzi.

Dwa tomy za nami, dwa jeszcze przed nami. Zapowiada się naprawdę niesamowita przygoda, w szczególności dla fanów tego gatunku – ale nie li tylko, bo mam wrażenie, że Evan Currie chciał przekonać do military SF czytelników, którzy wcześniej z tego typu pozycjami nie mieli do czynienia. Reasumując, to książka dla wszystkich, którzy cenią sobie efektowne międzygwiezdne potyczki, tajemnice wszechświata i zagadkowe cywilizacje. I rzecz jasna świetną rozrywkę gdzieś na rubieżach kosmosu.

JJ

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!