Człowiek lepszy niż Google (przynajmniej jeśli chodzi o polecanie książek)

Propozycje na GoodReads, Biblionetce, czy LubimyCzytac… zna je każdy czytelnik, który kiedykolwiek miał styczność z internetem (czyli każdy czytelnik tego artykułu, jakby nie patrzeć). Rekomendacje i szeptany marketing stanowią potężny oręż w promocji każdej książki – z czego doskonale zdają sobie sprawę zarówno wydawcy, jak i portale.

Co zatem może być lepszego, niż zautomatyzowanie całego procesu? Odpowiedni algorytm i odpowiednia liczba użytkowników powinni przyciągnąć rzesze potencjalnych czytelników, poszukujących książek zbliżonych do tego, co przeczytali i co wzbudziło ich największe emocje. Częstokroć jednak bywa tak, że polecane książki są zupełnie absurdalne. Pasują do tych, które wybraliśmy tylko za sprawą podobieństw w opisie, czy też są zbliżone jedynie gatunkowo. Zautomatyzowane procesy selekcji proponowanych pozycji nie uwzględniają jednej, istotnej rzeczy – mianowicie tego, czy książka ma w sobie to coś, co sprawiło, że podobała nam się inna, zbliżona pozycja.

To coś może dostrzec, zmierzyć i opisać jedynie człowiek.

I chyba z podobnego założenia wyszedł portal Granice.pl, kiedy uruchomił pewne novum w sferze rekomendacji książek. Otóż nie mamy tutaj do czynienia z algorytmem, a żywymi ludźmi – innymi czytelnikami, którzy zapoznają się z naszym opisem tego, czego szukamy, a następnie polecą nam coś podobnego. Nie jest to oczywiście formuła obiektywna, ale z drugiej strony – co nią jest? Z pewnością nie automat generujący wyniki na podstawie liczby i rozkładu głosów, oraz gatunku danej powieści. Tym bardziej, że często zasady działania takiego mechanizmu trudno zrozumieć – „generujemy dla Ciebie wyniki oparte o wypadkową krzywej takiej a takiej w takim a takim przedziale, pozwalającą na ekstrapolację…” i tak dalej. W przypadku „Poleć mi książkę” sprawa jest jasna: piszemy, czego szukamy, a użytkownicy odpisują, gdzie możemy to znaleźć.

Koniec końców człowiek zawsze jest niezastąpiony.

Polecajmy więc, oceniajmy, szukajmy, a potem czytajmy… i czytajmy… i czytajmy. Niech cały świat wokół nas idzie w rozsypkę, i niech nas to nie interesuje.

Author: Booknews

Ciekawe? Podziel się!